Więcej informacji o Ordensburgu nad Krosinem można znaleźć w książce
„Od nazistowskiej twierdzy do polskich koszar”
Majówka 2010 – piesze wędrówki
Wirtualna wędrówka do „baraków”
w Ordensburgu nad Krosinem
2. 05. 2010 r.
Jarosław Leszczełowski
Poniższa wędrówka była możliwa dzięki uprzejmości obecnego właściciela obiektu, pana Sebastiana Goławskiego, któremu bardzo dziękuję za oprowadzenie i udzielenie wielu ciekawych informacji.
W tytule użyłem słowa baraki, bo tak popularnie są one określane. Zastosowałem jednak cudzysłów, gdyż w istocie są to solidne budynki z obszernym podpiwniczeniem, o czym zaraz się przekonamy.
przypomnijmy nieco historii tej części Ordensburga nad Krosinem. Nie wiadomo dokładnie, kiedy „baraki” zostały wzniesione, można jednak przypuszczać, że było to jeszcze przed oficjalnym otwarciem całego ośrodka przez Adolfa Hitlera wiosną 1936 r.
Autor ksiązki o Krossinsee (skrócona nazwa Ordensburga Falkenburg nad Krosinem) Rolf Sawiński nadesłał mi przed dwoma laty skan starej pocztówki, przedstawiającej te budowle w latach trzydziestych.

RAD
Pod widokówką znajduje się napis „Gemeinschaftslager – Ordensburg Krossinsee” czyli „Obóz wspólnotowy – Ordensburg nad Krosinem”. Przed pierwszym barakiem z wielkim kominem widzimy samochów i dwóch młodych ludzi na motocyklu. Przed budynkiem widać też maszt, przed którym każdego ranka odbywały się zbiórki połączone z wciąganiem flagi. Zarówno nazwa „Gemeinschaftslager” jak też cała sceneria dobrze pasuje do wyglądu obozu RAD (Reichsarbeitsdienst), czyli młodzieżowego obozu pracy dla Rzeszy. Hitlerowskie państwo przewidywało dla młodzieży obowiązkową służbę pracy w RAD. Pewnie junacy RAS uczestniczyli w budowie ordensburga.

Tę widokówkę nadesłał mi Rolf Sawinski już po opublikowaniu tej wędrówki
Obóz jeniecki
We wrześniu 1939 roku wybuchła wojna. Zaprzestano wtedy szkolenia w ośrodku. Natomiast interesujące nas budynki wykorzystano do urządzenia obozu jenieckiego. Najpierw mieszkało tutaj siedemdziesięciu pięciu (według innych źródeł stu siedemdziesięciu) polskich jeńców wojennych, którzy pracowali na terenie ordensburga. Żołnierze ci zostali przewiezieni do Budowa z większego obozu w Bornem Sulinowie, gdzie były fatalne warunki bytowe. Oddajmy głos jednemu z polskich jeńców, Ignacemu Wyrobie:
„Gdzieś z początkiem grudnia (1939 r.) załadowano nas do samochodów i wywieziono do pracy w szkole esesmanów (chodzi o Ordensburg nad Krosinem, który nie był szkołą esesmanów – przypis J.L.). Tu umieszczono nas w trzech niedużych barakach ogrodzonych kolczastym płotem. Pilnowani byliśmy przez trzech wachmanów i trzech cywilów. Zupa była gęściejsza. Dopiero tu po raz pierwszy od początku wojny położyłem się na pryczy i na sienniku, a do okrycia otrzymałem pled. Życie płynęło znów jednostajnie. Barak i praca, praca i barak. Po raz pierwszy otrzymaliśmy karty pocztowe. Powiadomiliśmy swoje rodziny, że żyjemy i jesteśmy zdrowi”[i].
W maju 1940 roku do Budowa przybyli jeńcy francuscy, którzy, jak się miało okazać, zastąpili Polaków przy pracy. Ignacy Wyroba opisuje dalsze losy Polaków.
„13 czerwca nie kazano nam iść do pracy, tylko umyć się i ogolić. Nie wiedzieliśmy, co to ma znaczyć. Tymczasem około godziny ósmej zrobiono zbiórkę. Wachmani wynieśli kilka stołów, nadjechało parę samochodów osobowych, pojawiło się kilku oficerów. Kazano nam się ustawić i jeden z oficerów przemówił w języku polskim. Powiedział, że rząd niemiecki postanowił od dziś zwolnić nas z obozu i przekazać władzom cywilnym, że od teraz nie podlegamy władzom wojskowym, lecz policji. Jak po roku wojna się skończy – to za dobrą pracę dla Niemiec zostaniemy zwolnieni do swych domów. Zapytał, czy się zgadzamy. Tym, którzy się nie zgodzili, kazał wystąpić. Wśród nas zapanowała konsternacja, bo nie wiedzieliśmy, do czego Niemcy zmierzają. Jeden z cywilów, o wyglądzie zbója, podszedł do najstarszego wiekiem jeńca i spytał go, czy pragnie wrócić do żony i dzieci. Ten mu odpowiedział, że chce wrócić zaraz, a nie po roku. Cywil wymierzył mu potężny cios w twarz. Podchodził do kilku innych, tak samo pytał i przy takich samych odpowiedziach to samo robił. Wreszcie kazał pytanym wystąpić i ustawić się twarzami do ściany baraku, a nas ponownie zapytał, czy teraz się zgadzamy, bo jeżeli nie, to tamtych czeka kula w łeb i nas również. Cóż mieliśmy zrobić? Cichym szmerem wyraziliśmy zgodę”[ii]. W ten sposób pod groźbą śmierci zmuszono jeńców do zmiany statusu na robotników przymusowych. Sfotografowano ich i wypłacono po kilkadziesiąt marek. Wkrótce zorganizowano swoisty rodzaj targu niewolników, na który zjechali się chłopi i właściciele firm, żeby wybrać sobie ludzi do pracy w gospodarstwach.

RAD, Organizacja Todta, Wehrmacht
Rolf Sawiński napisał w swojej książce, że po opuszczeniu baraków przez jeńców kwaterowano tam robotników z organizacji Todta, młodzież z RAD (Służba Pracy dla Rzeszy), jak również żołnierzy Wehrmachtu.

Zdjęcie lotnicze baraków z lat czterdziestych. Cztery baraki stoją w rzędzie, piąty znajduje się po lewej stronie
Koszary wojskowe i kolonie letnie
Po wojnie w tych barakach stacjonowały: 73 batalion saperów i 8 batalion rozpoznawczy. Były tam organizowane również kolonie letnie dla dzieci.
Solidarnościowa „kompania specjalna”
Ciekawym epizodem było zorganizowanie w listopadzie 1982 r. w tym miejscu trzymiesięcznego zgrupowania dla tak zwanej „kompanii specjalnej”, do której powołano działaczy solidarnościowych.
Pan Marcin Dąbrowski, historyk z lubelskiego IPN-u, precyzuje powody powoływania działaczy „Solidarności” do wojska pod koniec 1982 roku:
„To nie przypadek, że 2 listopada 1982 roku powołano do „wojska” tak dużą grupę działaczy „Solidarności” z całego kraju. 8 października Sejm PRL uchwalił nową ustawę o związkach zawodowych, która przekreślała szanse na reaktywację „Solidarności”. W odpowiedzi na to 9 października podziemne władze związkowe wezwały działaczy do zorganizowania 10 listopada strajku generalnego. To miała być równocześnie rocznica zarejestrowania „Solidarności” w 1980 roku. 11-13 października zaczęły się pierwsze zamieszki w kraju. Trzeba było coś z tym zrobić, tym bardziej, że władze szykowały się do zniesienia stanu wojennego. Wymyślono więc unieszkodliwienie działaczy „Solidarności” poprzez masowe wcielenie ich do wojska. Najwięcej osób było z krakowskiego, lubelskiego, gdańskiego, wrocławskiego i z Wielkopolski. Nie ma wątpliwości, że miało to charakter represyjny”[iii].
„Kompania specjalna” w Budowie została zorganizowana na podstawie zarządzenia szefa sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego nr 0232 z 28 października 1982 roku w sprawie powołania żołnierzy rezerwy na ćwiczenia wojskowe. Nazwa tego dokumentu miała charakter kamuflażu, gdyż powoływano również osoby, które nigdy w wojsku nie służyły. Zarządzenie nakazywało stworzenie dwóch kompanii żołnierzy rezerwy w 20 Dywizji Pancernej w Czarnem i Budowie. Kompanie miały liczyć siedemdziesięciu pięciu żołnierzy i podoficerów powołanych przez wojewódzkie sztaby wojskowe Warszawskiego Okręgu Wojskowego, obejmującego Polskę południowo-wschodnią. Nie stosowano nazwy „kompania polowa”. Opisano natomiast zakres szkolenia rezerwistów: „Sformowane pododdziały objąć intensywnym szkoleniem w specjalnościach korpusu osobowego inżynieryjno–saperskiego, głównie w grupie osobowej budowy dróg, mostów i fortyfikacji oraz grupie przeprawowej, a ponadto wykorzystać do zabezpieczenia wykonywania bieżących prac inżynieryjnych na poligonach i placach ćwiczeń według specjalnie opracowanych programów z zachowaniem wszelkich obowiązujących rygorów służby wojskowej”. Symptomatyczne jest ostatnie zdanie zarządzenia: „Kopię zarządzenia zniszczyć w marcu 1983 r.”[iv].
W maju 2008 roku Leszek Jaranowski opracował stronę internetową poświeconą WOS w Budowie: www.darpoint.pl/BUDOWO/wos_Budowo.htm. Znajduje się tam między innymi imienna lista sześćdziesięciu dziewięciu żołnierzy WOS w Budowie: 14 z Wojskowej Komendy Uzupełnień (WKU) w Lublinie, 18 z WKU w Białymstoku, 11 z WKU w Kielcach, 13 z WKU w Warszawie, 3 z WKU w Radomiu, 5 z WKU w Kraśniku, 1 z WKU w Kozienicach, 1 z WKU w Piotrkowie Trybunalskim, 1 z WKU w Puławach, 1 z WKU w Starachowicach i 1 z WKU w Tomaszowie Mazowieckim[v].
W listopadzie 1982 roku szykowała się wielka akcja protestacyjna podziemnej „Solidarności”. Sposobem na jej częściowe spacyfikowanie było powołanie wybranych osób na kilkumiesięczne „szkolenia” wojskowe. Taki jednorazowy „turnus” mógł ujść uwadze liniowych żołnierzy, którzy byli moimi rozmówcami. Żołnierze z Budowa uwierzyli w intensywnie rozpowszechniane wiadomości o kompanii degeneratów i kryminalistów, a kiedy na wiosnę przy pułku artylerii powołano na półroczny okres kompanię polową złożoną z osób mających przeszłość kryminalną, wszystko zlało się w jedno.
O wyrafinowanej szykanie polegającej na rozpowszechnianiu informacji, że w solidarnościowych kompaniach służą bliżej nieokreśleni degeneraci opowiedział mi pan Jacek Firkowskiego, wiceprzewodniczącego Zarządu Regionu Środkowowschodniego NSZZ „Solidarność”, który został powołany do podobnej kompanii w Czarnem. Należała ona do tej samej 20 Dywizji Pancernej co budowskie jednostki. Kompania dla opozycjonistów liczyła w Czarnem około 100 żołnierzy, byli to działacze z Białegostoku, Lublina, Warszawy, Kielc i Kraśnika. „Ćwiczenia” trwały od 5 listopada 1982 do 3 lutego 1983 roku. Przyjazd opozycjonistów do Czarnego został przygotowany w taki sposób, że obecni w jednostce żołnierze byli przekonani, że do koszar przyjadą zwyrodnialcy i kryminaliści. W ten sposób przez kilkanaście dni uzyskano dodatkową izolację „powołanych do wojska” działaczy „Solidarności”, gdyż żołnierze służby zasadniczej unikali wszelkich kontaktów z nimi. Dopiero później zrozumieli, z kim mają rzeczywiście do czynienia. Jacek Firkowski przypuszcza, że kadra zawodowa od początku zdawała sobie sprawę z sytuacji. Oficerowie z jednostki w Czarnem nie okazywali niechęci związkowcom, wykonywali po prostu rozkazy przełożonych. Zauważalne były nawet nieśmiałe oznaki współczucia. Oprócz miejscowej kadry byli tam też specjalnie dobrani przyjezdni, którzy wykazywali znaczną aktywność w dokuczaniu internowanym. „Internowani” - to chyba właściwe określenie, gdyż nie wydawano im broni, nie organizowano dla nich szkoleń i przetrzymywano w izolacji, pod ścisłym nadzorem.
Do kompanii w Budowie powołano min. Stanisława Czopowicza, który podzielił się ze mną wspomnieniami. Rezerwistom otwarcie powiedziano, że za próbę opuszczenia koszar będą karani z całą surowością. Każde samowolne oddalenie nie miało być traktowane jak wykroczenie dyscyplinarne, lecz jak dezercja, czyli przestępstwo. Ta groźba skutkowała, pan Stanisław wspomina:
„Mieliśmy wrażenie, że wojsko szuka tylko pretekstu, żeby nas pognębić. Na warunki zakwaterowania nie mogliśmy jednak narzekać, zwłaszcza kiedy czytam o sytuacji w Czerwonym Borze. Mieszkaliśmy jak inni żołnierze. Atmosfera tworzona przez kadrę na oficjalnych zbiórkach była nieprzyjemna, zupełnie inaczej było podczas prac na poligonie, kiedy kadra kompanii zwracała się do nas zupełnie normalnie”[vi].
Kompania zakwaterowana była w drewnianych barakach w pobliżu Drawy, które 13 grudnia 1981 roku opuścił 8 batalion rozpoznawczy. Na „zajęcia” rezerwiści maszerowali do lasu za kanałem Drawy. Na trzydzieści osób wydawano tylko około sześciu łopat, piłę i jedną siekierę, co świadczyło o wadze wykonywanych prac. Zasypywali jakieś dziury, poprawiali drogę itp. Po tego rodzaju „szkoleniu” do książeczek wojskowych wpisywano dodatkową specjalność: „saper”, co zakrawało na kpinę.
Przy barakach zorganizowano małą kantynę, gdzie za wydawane żołnierzom kartki mogli kupić kawę, której picie stanowiło jedną z nielicznych przyjemności.
Po rozmowach z żołnierzami zawodowymi z Budowa muszę przyznać, że nikt nie pamięta tutaj o solidarnościowej kompanii. Co gorsza, niemal wszyscy utożsamiają ten faktyczny wojskowy obóz internowania z późniejszymi kompaniami polowymi, które kwaterowały w tych samych barakach. Jak widać, perfidny plan przedstawiania opozycjonistów jako kryminalistów do dziś wydaje owoce.
Fakt powoływania działaczy „Solidarnosci” do zasadniczej służby wojskowej jest niewątpliwy, gdyż w archiwach IPN znajduje się pismo z 21 października 1982 roku autorstwa dyrektora V departamentu MSW w Warszawie, skierowane do zastępców komendantów wojewódzkich MO. W piśmie znajduje się polecenie ”wytypowania osób podejrzanych o organizowanie strajków, zajść ulicznych, czynną, wrogą działalność (druk, kolportaż), a nie nadających się z różnych powodów do internowania lub zatrzymania, w celu powołania ich na ćwiczenia wojskowe lub do odbycia zasadniczej służby wojskowej”[vii].
Więcej o tych wydarzeniach można przeczytać TUTAJ
Kompanie polowe
Pomimo starannych działań maskujących ówczesnych władz państwowych i wojskowych chyba łatwo już odróżnimy solidarnościowe „kompanie specjalne” od kompanii polowych, które formowano z osób niezwiązanych z działalnością opozycyjną. W Budowie kompanię polową zorganizowano przy 36 pułku artylerii i zakwaterowano w barakach, które w lutym opuścili solidarnościowi żołnierze.
Kompania polowa przy pułku artylerii służyła w Budowie pół roku. Antoni Sarnowski przypomina sobie, że były dwa lub trzy „turnusy” takich kompanii, ale tylko jeden organizowany był przez 36 pułk artylerii. Żołnierze kompanii polowej również nie otrzymywali broni i kierowani byli do prac ziemnych na poligonie, dlatego i w tym wypadku trudno mówić o ćwiczeniach wojskowych, lecz raczej o formie izolacji. Tych specyficznych żołnierzy, wśród których panowały podobno więzienne obyczaje i swoista hierarchia, pamiętał też dyrektor szkoły podstawowej, Aleksander Lezler, gdyż pracowali oni przy budowie szkoły.
Parafia w sąsiedztwie baraków

Kościół w Budowie, po prawej fragment drewnianego barak
Dekretem biskupa polowego WP Sławoja Leszka Głódzia w Budowie utworzona została rzymskokatolicka Parafia Wojskowa pod wezwaniem Świętego Augustyna w Złocieńcu (wówczas w garnizonie Budowo). Początkowo msze odprawiane były w klubie żołnierskim na terenie koszar. Podczas pierwszej wizyty biskupa w Budowie, w 1994 roku, zapadła decyzja o budowie kościoła[viii].
Żandarmeria
Na zakończenie tego krótkiego rysu historycznego, dodajmy, że ostatnim wojskowym użytkownikiem pierwszego baraku z kotłowniom byli żołnierze żandarmerii, czego ślady odnajdziemy w pierwszym odwiedzanym budynku
Uzbrojeni w powyższą wiedzę przystępujemy do zwiedzania obiektu.
Barak z kotłownią w 2007 r. Budynki obite były zakonserwowanymi czarnymi deskami. Z daleka wyglądały jak drewniane. Biały murek skutecznie zasłania wejście do głębokiej piwnicy z kotłownią. Fotografując budynek zza płotu nawet nie przypuszczałem, że ma on tak rozbudowaną część podziemną z imponującymi instalacjami technicznymi.
Ten sam budynek dziś. Pan Sebastian Goławski powiedział mi, że z bólem serca usuwał oryginalne deski elewacyjne, ale było to konieczne dla ratowania tych budowli, które są w fatalnym stanie. Deski zakrywały szachulcową konstrukcję.
Prawą części budynku zajmowała wielka sala, której podłoga składała się częściowo z ceramicznej posadzki…

… a częściowo wyłożona jest deskami.
Nie ma wątpliwości, że w czasach niemieckich była tutaj duża jadalnia i kuchnia Obozu Wspólnotowego. Możliwe, że korzystali z niej też jeńcy wojenni.
...
Kilka dni po napisaniu tych słów Rolf Sawinski przesłał mi skan widokówki, na której widać wnętrze pierwszego baraku w latach trzydziestych. Oto ona:
Jak widać część wielkiej sali z drewnianą podłogą stanowiła jadalnię, natomiast z tyłu za drewnianą scianką działową znajdują się pomieszczenia kantyny i kuchni. Własnie w tej tylnej części podłogawyłożona jest ceramicznymi płytkami.
Więźba dachowa.
Widok z okna na kościół parafialny
Te osiatkowane kraty są pamiątką całkiem bliskiej historii. Według słów obecnego właściciela obiektu w czasie, kiedy stacjonowała tu żandarmeria, z krat tych zbudowane były cele aresztu wojskowego. Było to dla mnie dość zaskakujące.
[i] I. Wyroba, Zostałem na tej ziemi, Wspomnienia chłopów z lat 1939-1948, s. 595-596
[iii] Strona internetowa: http://www.darpoint.pl/pages/wos.htm
[iv] Zarządzenie szefa sztabu Pomorskiego Okręgu Wojskowego nr 0232 (s. 4.), którego kopię udostępnił mi L. Jaranowski.
[v] http://www.darpoint.pl/BUDOWO/wos_Budowo.htm
[vii] http://internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=515
[viii] Folder 2 Brygady Zmechanizowanej Legionów im. Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Pora zwiedzić podziemną część budynku, która jest zaskakująco wielka. Biały murek, o którym mówiłem powyżej, skrywa takie okazałe wejście do piwnicy. Zza płoty nie sposób było tego zauważyć.

Do części piwnicznej można wejść schodkami od wewnątrz budynku Wejście to jest w fatalnym stanie.
Wąski korytarzyk prowadzi do wielkiej kotłowni, ale zanim tam wejdziemy, skupimy swoją uwagę na pomieszczeniu po lewej
Do niewielkiego ciemnego pomieszczenia prowadzą dwie pary bardzo grubych masywnych drzwi. Drzwi po lewej zaopatrzone są w tak zwany „judasz”. Jest to jedno z najbardziej intrygujących miejsc w barakach. Przecież to oczywiste, że mamy do czynienia z karcerem. Prawdopodobnie używany był w czasie, gdy był tu obóz jeniecki, ale pewnie nie tylko wtedy. Brak na ten temat jakichkolwiek relacji.
Pomieszczenie kotłowni zaskakuje rozmachem. Te dwa wielki kotły zainstalowano w latach pięćdziesiątych w miejsce starszych niemieckich.
Kocioł

W pomieszczeniach technicznych jest wiele zbiorników różnego przeznaczenia, Zastanawiam się czy podobnie jak kotłownia pod wieżami i ta była pierwotnie przystosowana do opalania mazutem, gromadzonym w dużym zbiorniku. Są tu z pewnością zbiorniki wyrównawcze i Stanowice rezerwuar wody.
Jeszcze jeden wielki zbiornik

Zawory i armatura instalacji centralnego ogrzewania i ciepłej wody. Zaiste imponujące wyposażenie, jak na budynki z lat trzydziestych. To nie były baraki, lecz podobnie jak inne obiekty w ordensburgu, nowocześnie wyposażone i wykonane z rozmachem budowle.
Znowu na zewnątrz

Drugi barak. Zwiedziliśmy barak z kotłownią, karcerem i stołówką. Czas przyjrzeć się pozostałym czterem, które są niemal identyczne i są budynkami mieszkalnymi. Proszę zwrócić uwagę na ganek z daszkiem wspartym na drewnianych kolumnach. Pierwszy barak miał w tym miejscu wiatrołap.
I tutaj murek zasłania wejście do obszernej piwnicy.
Kolejny budynek mieszkalny
Wchodzimy do środka
Budynki mieszkalne w przeciwieństwie do baraku stołówki podzielone są na izby mieszkalne/ izby żołnierskie.
Jedna z izb

Wejście do piwnicy od środka budynku.
Korytarz piwniczny prowadzi do ubikacji i umywalni. Podobnie jak w najnowszych „olimpijkach” na terenie ordensburga, również tutaj w piwnicach rozmieszczono toalety. Po prawej ubikacje.
Piwniczna umywalnia.

Wejście do piwnicy od zewnątrz

Barak ustawiony prostopadle do pozostałych
Baraki i transformator
Miejsce wypoczynku
Ślady zniszczonego obiektu lezącego w pobliżu baraków i instrukcja bhp dawnego magazynu technicznego polskiej jednostki wojskowej.

Ostatni rzut oka

Most czołgowy na Drawie