Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Stawno - Radomyśl
Sikory Komorze - cz I
Sokory Komorze - cz II
Bobrowo - Lisi Dom
Wierzchowski Młyn ...
Majówka 2010 - II część
Baraki koło Ordensburga Krosino
Majówka 2010 - III część
Majówka 2010 - IV cześć
Siemczyno - Głęboczek
Rzepowo - Piaseczno
Złocieniec - Kańsko
Kańsko-Nieszczęśliwe Bagno
Wierzchowo - Wąsosz
Leśne opowieści
W drodze do Gronowa
Gronowskie opowieści
Nad dawną granicą
Między Starym i Nowym Worowem
Wędrówka w czasie ...
1. Pamiątki I wojny św.
2. Paniątki I wojny św.
Legendy na szlakach...
Majówka 2010 - IV cześć

Majówka 2010 – piesze wędrówki

 

2 dzień – Wokół jeziora Dołgie Wlk. - stare siedliska (ciąg dalszy)

 

J. Leszczełowski



Mapa wędrówki

 

Udajemy się dalej na północ drogą prowadzącą wzdłuż brzegu jeziora Dołgie Wielkie. Po kilkuset metrach dotrzemy do wielkiego kamienia, który za sprawą pewnej legendy nosił niegdyś nazwę Diabelski Kamień. Przedwojenni mieszkańcy okolic chcieli dostrzec na jego powierzchni odcisk diabelskiej ręki. Ciekawym zadanie dla współczesnego turysty jest poszukanie tego odcisku.

Poniżej przedstawiam zdjęcie wykonane przeze mnie w zestawieniu z widokówką z początku XX w.

 






Czas opowiedzieć legendę związaną z kamieniem i Wzgórzem Zamkowym. Tym razem jednak nie chodzi o wzgórze z domkiem myśliwskim ale o górę, która wznosi się nad wschodnim brzegiem jeziora Dołgie, ale znacznie dalej na północ. Na tymże wzgórzu w VIII – IX w. znajdowało się grodzisko pomorskiej ludności słowiańskiej.

Księżniczka na Górze Zamkowej i Diabelski Kamień[1]

Na północno-wschodnim skraju jeziora Dołgie Wielkie, na Górze Zamkowej (Schlossberg) wznosiła się niegdyś ponura średniowieczna twierdza, w której diabeł uwięził piękną księżniczkę. Nieszczęsna dziewczyna wpatrywała się smutno w toń jeziora, czekając na przybycie swego ukochanego księcia, który miał ją uwolnić z diabelskiej mocy. Księżniczka strasznie bała się diabła, który chciał odebrać jej duszę i serce. Pewnego dnia oczy dziewczyny wypełniły się wielką radością, gdyż z okna swej komnaty dostrzegła w pobliżu zamku znaną sobie postać dzielnego księcia, który siedział na wielkim białym koniu. Księżniczka szybko wybiegła naprzeciw ukochanemu, który pomógł jej wsiąść na konia i poprosił ją żeby mocno go objęła i trzymała się mocno. Biały koń, którego dosiadała zakochana para był bardzo silny i skoczny, a jego niewiarygodne wręcz możliwości owiane były legendą. Tymczasem diabeł zauważył ucieczkę księżniczki i rzucił się w pogoń. Nie było czasu do stracenia, jedyną szansą powodzenia ucieczki było natychmiastowe przeprawienie się na drugi brzeg jeziora. Wierny koń w lot zrozumiał życzenie swojego pana i rozpędził się do potężnego skoku, który miał przenieść książęcą parę na zbawienny drugi brzeg jeziora. Diabeł zrozumiał, co zamierzają i pojął, że nie doścignie uciekinierów. Chwycił więc wielki kamień i cisnął w kierunku prężącego się do potężnego skoku konia. Kamień nie dosięgnął jednak celu i ze strasznym furkotem przeleciał nad głowami zakochanych.  Wtedy właśnie biały rumak skoczył. Nie wiadomo, czy widok lecącego kamienia przestraszył zwierzę, czy też ciężar pary książęcej był zbyt wielki, w każdym razie skok okazał się zbyt krótki i fale jeziora Dołgie pochłonęły nieszczęśliwą parę wraz z ich wiernym rumakiem. Chwile potem cały zamek z łoskotem zapadł się pod ziemię. Pamiątką tego dramatycznego zdarzenia jest wielki kamień, który do dziś leży na brzegu jeziora, a na jego powierzchni wyraźnie widać odcisk diabelskiego łapska. Niektórzy twierdzą, że diabeł nadal mieszka na dnie tajemniczego jeziora Dołgie.

 

 

 

Wzgórze Zamkowe to, jak wspomniałem powyżej dawne grodzisko ludności słowiańskiej. Badania tego miejsca były prowadzone już w latach 1869-1870 przez zapalonego badacza historii regionu major pruskiej armii Wilhelm Fryderyk Kasiskiego. Nazwisko tego oficera pojawia się w wielu opracowaniach, gdyż wykonał on wielką pracę badawczą dotyczącą starych siedlisk ludzkich na terenie dawnego powiaty szczecineckiego.  Kasiski wykazał też wielką staranność, opisując i porządkując swoje znaleziska. Wiele z nich trafiło do muzeów.

Dotarłem do wyników badań Góry Zamkowej dokonanych przez polskich archeologów opisane w książce autorstwa J. Olczaka i K. Siuchnińskiego:

„Grodzisko wyżynne podkowiaste z wypukłym majdanem usytuowane na grzbiecie wysokiego wzniesienia o stromych zboczach, do którego od strony północno-zachodniej przylegają jary. Czytelny wał o łagodnych stokach ramionami swymi dochodzi do skraju wzniesienia od strony jeziora. U podnóża jego stoku wewnętrznego przebiega kotlinowate zagłębienie. Od strony północnej zaś do podnóża wału przylega dość szeroka, sucha fosa” [2].

W 1967 r. archeologowie przeprowadzili sondażowe badania, wydobywając trochę odłamków glinianych naczyń, nic spektakularnego. Brak większej ilości materiału zabytkowego można tłumaczyć tym, że nie była to osada stale zamieszkiwana przez ludzi. Był to rodzaj grodu, w którym ludność z okolicznych osad chroniła się w przypadku zagrożenia najazdem nieprzyjaciół. Strona góra, wały i fosa umożliwiały skuteczną obronę. W niewielkim oddaleniu od wzgórza, w okolicach wsi Sikory znajdowały się aż trzy osady słowiańskie nie posiadające charaktery obronnego. Prawdopodobnie mieszkańcy tych osiedli korzystali ze schronienia w trudno dostępnym Schlossbergu.

Hans Alfred Haas w artykule „O pomorskich czarownicach w XVI i XVII wieku” opublikowanym w czasopiśmie Baltische Studien (1932 r. tom 34) zwracał uwagę, że na ludzką wyobraźnię bardzo mocno oddziaływają tajemnicze siedziby przodków. Bardzo często w takich miejscach umiejscawiane był legendarne miejsca, dzień w dzień Walpurgii odbywał się zlot czarownic. Tak było też w przypadku Wzgórza Zamkowego nad jeziorem Dołgie, które ludność Czaplinka nazywała też Blocksbergiem.

 

Noc Walpurgii i Blocksberg. Dziewiętnastowieczna ilustracja do „Fausta” J. W. Goethego.

 

Haas zauważył, że przed kilkuset laty niemal każda większa wieś zachodniopomorska miała swoją legendę o Blocksbergu. Na przykład na Rugii było aż sześć Blocksbergów, dwie Wiedźmie Góry (Hexenberg), Wiedźmi Zagajnik i Wiedźmowy Teren. O popularnych mitach i przesądach związanych z sabatem czarownic opowiadałem w wędrówce do Lubieszewa, więc nie będę powtarzał tych wywodów. Zamiast tego opowiem za Hansem A. Hasem o próbach wyjaśnienia pochodzenia nazwy Blocksberg. Według słownika języka niemieckiego opracowanego przez braci Grimmów nazwa Blocksberg miała pochodzić od słowa „Brocken” i była spokrewniona z „Brockersberg” i „Brockelsberg”. Z kolei słowo „Brocken” miałoby pochodzić od staroniemieckich „bruoga” lub „wruoga” czyli „tajemnicze miejsce sądu” lub „święte miejsce”. Inni łaczą miano „Blocksberg” ze słowiańskimi słowami „mely bog” (mons Melibocus). Według tej wersji Blocksberg  byłby siedzibą „czarnego boga”. U. Jahn twierdzi z kolei, że „Blocksberg” pochodzi od słowa „Blotsberg”, czyli Góry Ofiar. Po opisaniu tych wersji Haas sceptycznie podsumował te teorie, twierdząc, że właściwe wytłumaczenie pochodzenia słowa „Blocksberg” nie zostało jeszcze znalezione.


 

Noc Walpurgii drzeworyt autorstwa A. Depsera

 

Na mapach niemieckich z lat dwudziestych i trzydziestych oraz na powojennych  polskich, nie sposób odnaleźć Góry Zamkowej. Znalazłem ją na mapie barona von Schmettau z 1780 r. i na szkicu w książce „Źródła archeologiczne do studiów nad wczesnośredniowiecznym osadnictwem grodowym na terenie województwa koszalińskiego” (1970 r.).


Mapa z 1780 r. z zaznaczonym Schlossbergiem. W tym okresie musiało to być znane miejsce, skoro umieszczone je na mapie. Później pamięc o tym miejscu słabła, a legendę o zamku, ktory się zapadł przenoszono na wzgórze z domkiem myśliwskim. Co ciekawe, na powyższej mapie barona von Schmettau na terenie lasu Werder wyróżniono nazwami aż cztery niewielkie obszary bagienne: Trift Moess, Rietzen Moess, Blumber Moess i Eichmahlin Bruch. 
Wspomnę jeszcze, że Góra Zamkowa to nie jedyny Blocksberg w okolicach Czaplinka, ale o tym opowiem przy innej okazji.

Wyruszamy dalej obchodząc wokół północny skraj jeziora Dołgie, po którego zachodniej stronie wznoszą się bardzo wysokie porośnięte bukowym lasem. Według artykułu zawartego w czasopiśmie Baltische Studien tom 25, występuje tu dość rzadki na Pomorzu obiekt terenowy. Wysoki brzeg oparty jest na wielkiej skale z piaskowca. Kluczyłem kilkanaście minut po północno-zachodnim skraju jeziora, ciesząc wzrok prawdziwie górskimi widokami. Szkoda, że las wyrósł tak wysoko i zasłonił jezioro.

Teraz kierujemy się na południe, dokąd prowadzi plątanina leśnych dróg. Jednak doświadczony wędrowiec z pewnością nie straci tam orientacji, gdyż lesisty teren jest ograniczony od wschodu brzegiem południkowo położonego jeziora a od zachodu polami i dobrze widoczną szosą Czaplinek-Sikory. Idąc lasem w kierunku południowym, przetniemy w końcu strumień łączący jeziora Dołgie Wielkie i Małe. Stąd już całkiem blisko do dawnego folusza wodnego i do Czaplinka.

 

Leśna droga wspina się terasowo na wzgórze na wysokim brzegu jeziora Dołgie Wielkie, którego lustro leży znacznie niżej po lewej stronie

 

  

Ślady buszowania bobrów nad jeziorem Dołgie Wielkie

   

Zanim jednak dotrę do tego strumienia mam zamiar pobuszować po kompleksie leśnym leżącym na zachodnim brzegu jeziora. Ten las nosił kiedyś nazwę niemiecką Werder, a dziś określany jest jako Las Dołżycki. Tym razem nie będę szedł brzegiem jeziora, gdyż chcę dość dokładnie spenetrować dawny Werder w poszukiwaniu śladów siedzib ludzkich z początku naszej ery. Okazało się to niezwykle trudne. Spacer po tym mieszanym lesie, upstrzonym głazami i malowniczymi bagienkami jest prawdziwą przyjemnością. Wielka ilość porozrzucanych po lesie głazów ma chyba związek z tą wielką skałą z piaskowca, która ukrywa się pod płaskowyżem.

 

Bukowy las nad jeziorem Dołgie Wielkie

 

Do spenetrowania tego obszaru poza jego walorami krajobrazowymi skłoniła mnie notka z 15 czerwca 1830 r. zawarta Baltische Studien (Jahresbericht z 15 czerwca 1830 r. s. 187), którą sporządzono na bazie stałego korespondencji gimnazjalisty z Czaplinka o nazwisku Bauer. Ten młody człowiek był zapalonym i rzetelnym badaczem historii okolic Czaplinka i stale współpracował z redakcją Baltische Studien. Oto treść wspomnianej notki:

„Ten sam gimnazjalista z Czaplinka (Bauer – przypis J.L.) udał się nad jezioro Dołgie, koło tego miasta (Czaplinka – przypis J.L.). Na zachodnim brzegu tego jeziora wśród lasów znajduje się teren leśny noszący nazwę Werder. Sporządził sprawozdanie o cmentarzyskach na terenach w pobliżu Czaplinka, które wcześniej zaznaczył na mapie okolic jeziora Dołgie. Niektóre z kamiennych kręgów na terenie Werder w lesie bukowym, nazywanym w języku miejscowej tradycji ‘Huenenbruck’ zostały otwarte. W środku jednego z kręgów zauważono kamień dość znacznej wielkości, u dołu płaski u góry stożkowaty. We wnętrzu kręgu znajdowały się jedynie kości, nie było urn. Podobnie niewiele znalezisk zawierał drugi otwarty grób. Był on otoczony płaskimi czterograniastymi kamieniami. Również w środku leżały dwa bardzo duże, płaskie kamienie, jak dotychczas z tego grobu tego wydobyto jedynie płaskie głazy. Otwarcie grobu nie było łatwe, gdyż kamienie leżały blisko przy sobie. Obydwa wspomniane wielkie kamienie były u dołu tak płaskie, jak gdyby ktoś poddał je obróbce”[3].

            Powyższy fragment zawiera wiele niezmiernie ciekawych informacji. Po pierwsze dowiadujemy się, że w pierwszej połowie XIX w. okoliczna ludność nazywała teren leżący po zachodniej stronie jeziora Dołgie Wielkie „Hünenbruck”. Wbrew pozorom nie chodzi tutaj w o lud Hunów, lecz o potoczne określenie miejsca starożytnego siedliska ludzkiego. Słowo „Hünen“ używano w północnych Niemczech dla określania budowli lub grobów megalitycznych pochodzących z III i IV tysiąclecia przed naszą erą. W Polsce ludność żyjącą w tym okresie min. na Pomorzu zalicza się do tak zwanej kultury pucharów lejkowatych. „Hüne“ pochodzi od staroniemieckiego „hiune“, co można przetłumaczyć jako „olbrzym”. Groby megalityczne miały być w potocznym rozumieniu grobami olbrzymów. Bardzo często nazwę tę przenoszono również na siedliska ludzkie, które powstały znacznie później np., w epoce żelaza lub brązu i tak chyba jest w przypadku grobowców nad jeziorem Dołgie. Podsumowując należy stwierdzić, że miejscowa ludność już dość dawno dostrzegała w lesie Werder ślady bytowania dawnych nieznanych ludów. Po drugie autor powyższej notki wyraźnie napisał, że znajdowały się tam kamienne kręgi i kości zamiast urn, czyli pochówki szkieletowe. Może to oznaczać, że było tu cmentarzysko kultury wielbarskiej (Goci, Gepidowie). Żeby uzyskać pewność potrzebne byłyby informacje o materiale zabytkowym z okresu wpływów rzymskich. Z powyższej notki wynika, że wykopaliska trwały i nie zostały jeszcze zakończone.

           

  

Skupiska kamieni w lesie Werder

 

Tak intrygujące informacje skłoniły mnie do długiego kluczenia po lesie Werder, nie znalazłem jednak kamiennych kręgów. Upłynęło dużo czasu i głazy mogły zostać porozrzucane. Jest ich tam bardzo dużo i przy odrobinie dobrej woli można zauważyć jakieś fragmenty dawnych kamiennych kręgów, lecz równie dobrze może to być przypadkowe ułożenie głazów. Podczas mojej wędrówki nie miałem zbyt wiele czasu i mogłem wiele przeoczyć. Zachęcam więc dociekliwych turystów, którzy zechcą odwiedzić Werder, do intensywniejszych poszukiwań.

W końcu dotarłem do miejsca, o którym prawdopodobnie pisał dziewiętnastowieczny gimnazjalista z Czaplinka. Było tam dość duże skupisko głazów o różnej wielkości, ale przede wszystkim widoczne były ślady przeprowadzonych w tym miejscu wykopalisk. Znajdował się tam rząd regularnych wykopów. Może właśnie w tym miejscu znajdowało się to starożytne cmentarzysko.

 

W tym miejscu znajdują się wyraźne ślady wykopalisk

 

Czy w tym miejscu rozkopywano grobowce w 1830 r.?

 

W lesie Werder spotkamy bardzo dużą ilość terenów bagiennych, które kiedyś były pewnie obszerniejsze i oferowały osłonę mieszkającym tu ludziom

 

 

Na zakończenie wspomnę jeszcze o zapomnianej tragedii jaka wydarzyła się w lesie Werder przed wieloma laty. Paul Sonnenburg w swoim artykule „Was in Tempelburg die Alten sungen”, wspomina, że w lesie Werder rozmieszczona była niegdyś strzelnica. Niedaleko od tego obiektu ustawiony był duży drewniany krzyż, który zniknął po I wojnie światowej. Pod krzyżem można było przeczytać napis: „Tutaj znaleziono zwłoki miejskiego leśniczego Lipke, które tkwiły w lisiej norze”.   

 

Strumień łączący jeziora Dołgie Wielkie i Małe

 



[1] E. Schoenemann, Erinerungen an meine Heimatstadt Tempelburg, s. 8.

[2] J. Olczak, K. Siuchniński, Źródła archeologiczne do studiów nad wczesnośredniowiecznym osadnictwem grodowym na terenie województwa koszalińskiego, Tom III, Poznań 1970 r., s. 134-137

[3] Baltische Studien, Jahresbericht z 15 czerwca 1830 r., s. 187-188