Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Kościół w Stawnie
Zaułki w Kallies
Rynek w Kaliszu Pomorskim
Wyzwolenie
Czaplinek. Pl. 3 Marca
Czaplinecki rynek I
Czaplinecki rynek cz. II
Złocieniecki rynek cz. I
Złocieniecki rynek cz. II
Drawski rynek
Legendy na notgeldach
Tropami złocienieckiej historii
Majówka 2010 - I część
Litografie Dunckera
Ikonografia Drahimia
Miedzioryty Meriana
Miedzioryty Petzolda
Trochę o notgeldach
Wielki Rak w Ińsku
Zapisane na pocztówce
Papierowe publikacje
Rynek w Kaliszu Pomorskim

Jak zatopiona Atlantyda

 

Bogumił Kurylczyk

 

Rynek, najważniejszy plac przedwojennego Kallies, był w powojennym Kaliszu Pomorskim jakby fatamorganą. Bo już tylko miejscem, na którym stał kościół otoczony pustką doszczętnie zrujnowanych kamienic. Miejscem, które się omijało, a jeśli tam się szło, to wyłącznie po modlitwę, a nie po zakupy.

Oficjalna wersja wydarzeń u schyłku II wojny światowej głosiła, że o miasto toczyły się tak ciężkie walki, iż całe centrum legło w gruzach. Potem, gdy wyszło na jaw, iż walk tu właściwie nie było, gdyż nie przebiegały tędy linie umocnień Wału Pomorskiego, mówiono o zabiciu przez niemieckiego cywila rosyjskiego generała, co wywołało u jego podkomendnych prawdziwy, niszczycielski szał. Czyli, że rozwścieczeni, sowieccy żołnierze strzelali z czołgowych armat na oślep po okolicznych kamienicach.


 

Linia przebiegu frontu w lutym 1945 r. (z książki Edwarda Kosiarza „Wyzwolenie Polski Północnej”).

 

Jak było na prawdę? Przedstawię tu próbę odpowiedzi i na to pytanie; moje własne przypuszczenia, wynikające z lektury wielu dokumentów. Bo na pewno wiemy tylko to, że Rosjanie zajęli Kallies rankiem 11 lutego 1945 roku. I przez niemal trzy tygodnie, do 1 marca, linia frontu przebiegała tuż za miastem, gdzie Niemcy okopali się na leżących za jeziorem Młyńskim wzgórzach zwanych Russenberge. Stamtąd mogli widzieć nawet bez lornetki, co z miastem robią Rosjanie, zanim z początkiem marca ruszyło natarcie w stronę Drawska, Złocieńca i dalej do Kołobrzegu.

 


Linia przebiegu frontu w lutym 1945 r. ( z opracowania Helmuta Lindenblatta „Pommern 1945”).

 

Aby jednak próbować zrozumieć, co stało się w Kallies w lutym 1945 roku, trzeba wiedzieć, czym to miasteczko było przed wojną. Dlatego najpierw poznajmy stałych mieszkańców tego kurortu dla bogatych berlińczyków. Najlepiej tych, którzy zajmowali kamienice wokół rynku. I podobnie jak przybywający tu kuracjusze, nie należeli do ubogich.

I. Numeracja domów

Przedwojenny Kallies przypominał swoim układem ulic – szachownicę. Mapy, podobnie jak zdjęcia lotnicze, pokazują to wyraźnie. Jak w każdym mieście ulice miały nazwy a domy numery, ale te numery nadawano im jak na wsi, czyli po kolei. I ta kolejność przebiegała zygzakiem przez wszystkie ulice, stąd domy po jednej stronie mogły się różnić numeracją o dziesiątki albo o setki od tych stojących naprzeciwko.

 


Fotografia lotnicza Kallies z lat 20. XX wieku. Miasto od strony jeziora Młyńskiego i wzgórz Russenberge. Po lewej stronie jezioro Bobrowo Małe, po prawej – Bobrowo Duże, które dawniej były połączone. Rynek to plac zajęty przez kościół otoczony drzewami.

 

Weźmy dla przykładu ul. Rybacką, która dawniej składała się z dwóch ulic: Kassernenstrase (od Torstrasse - obecnie Pocztowej, do Mühlenstrasse – obecnie Sikorskiego) oraz Wittwenstrasse (od Sikorskiego do końca, czyli do ul. Krętej nad jeziorem Młyńskim). Dodajmy tu, że przed wojną Wittwenstrasse dochodziła do nadbrzeżnej Promenady Adolfa Hitlera, o czym zaświadczał ustawiony tam i usunięty przez zdobywców miasta, kamienny obelisk. Ponadto Wittwenstrasse zaczynała się początkowo wcześniej, obejmując także dzisiejszą ul. Ogrodową. Tę ostatnią wydzielono w latach 30. XX w. jako Gartenstrasse.

Domy po lewej stronie Wittwenstrasse, idąc w kierunku kościoła, na początkowym odcinku miały numery zaczynające się od 77 (róg Pocztowej i Rybackiej) a numeracja narastała. Natomiast po drugiej stronie (dziś tam jest park miejski i domów ani śladu) numeracja malała, poczynając od numeru 350, pod którym mieszkał niejaki Kelm wraz z niejakim Kurzmanowskym.

To, czy dom stojący na rogu ulic należał do jednej czy drugiej, zależało od tego, z której z nich prowadziło główne wejście. I znowu przykładowo, dom na rogu Pocztowej i Rybackiej (Torstrasse i Wittwenstrasse) miał adres Thorstrasse 77, gdyż z tej ulicy wchodziło się do warsztatu i mieszkania szewca Willego Mau. Dom następny, oznaczony numerem 78, stał już przy ul. Wittwenstrasse i zajmował go robotnik Otto Kerl. Co ciekawe, ten niewielki, jednorodzinny domek ocalał jako jedyny na tym odcinku ul. Rybackiej.

II. Zygzakiem po ulicach

Odkrywanie jak przebiega linia numeracji domów przez szachownicę ulic w Kallies, przypominało rozwiązywanie łamigłówki. Wydawało się, iż oznaczony jedynką powinien być ratusz, leżący przy głównej ulicy Friedrichstrasse (obecnie Wolności). Ale nie, pierwszym domem w mieście okazał się nieistniejący już, niepozorny budynek przylegający do kamiennego muru, otaczającego od strony ulicy park pałacowy. Należał do administratora miejscowych dóbr ziemskich, niejakiego Zühlke, a mieszkali w nim: wdowa Bertha Vogler oraz robotnik Gustaw Krüger.

 

 

Centrum miasta ze schematem przebiegu numeracji domów. Jezioro Bobrowo Duże znajduje się na dole mapy, a na jej górze – jezioro Młyńskie. Posesje numerowano w następującej kolejności ulic (tę kolejność podają cyfry w kółeczkach na planie): Friedrichstrasse (1), Priesterstrasse (2), Junkerstrasse (3), Mühlenstrasse (4), Charlottenstrasse (5), Wilhelmstrasse (6), Schusterstrasse (7) i lewa strona (od jeziora Młyńskiego) Kurzestrasse (8).

 

Posiadam unikalne, bo pochodzące z prywatnego albumu, zdjęcie tego domu z lipca 1944 roku. Był parterowy i stykał się z istniejącym do dziś, piętrowym budynkiem, który miał adres Fiedrichstrasse 2.

Zatem numeracja biegła lewą stroną ul. Wolności do Kurzestrasse (dziś to początek ul. Świerczewskiego). Tam zawracała prawą stroną i przed gmachem szkoły skręcała w ul. Pocztową (Torstrasse), a z niej w pierwszą, równoległą do Friedrichstrasse ulicę Priesterstrasse (dziś św. Wojciecha). Analogicznie oznaczono nieruchomości przy tej ulicy. I znowu, po zakreśleniu pętli na Priesterstrasse, ciąg numerów skręcał w Torstrasse, by doprowadzić do Wittwenstrasse przy wspomnianym już domu szewca Mau, mającym numer 77.

Wydawało się, że numeracja pobiegnie dalej ul. Wittwenstrasse, lecz nie. Z tej ulicy skręcała w pierwszą przecznicę Junkerstrasse (dziś Sikorskiego), by kreślić teraz na szachownicy ulic pętle poziome zamiast pionowych, po Junkerstrasse, Mühlenstrasse, Charlottenstrasse...

Dla już znużonych tą analizą dodam, że to dopiero wstęp do następnych zakrętów. Dlatego dalsze ustalenia pomijam, a przebieg numeracji w samym tylko centrum miasta przedstawiam na schemacie. Jak widać, domy numerowano w następującej kolejności ulic (tę kolejność podają cyfry w kółeczkach na planie): Friedrichstrasse (1), Priesterstrasse (2), Junkerstrasse (3), Mühlenstrasse (4), Charlottenstrasse (5), Wilhelmstrasse (6), Schusterstrasse (7) i lewa strona (od jeziora Młyńskiego) Kurzestrasse (8).

Prawa strona Kurzestrasse, podobnie jak lewa strona Torstrasse i Wittwenstrasse (od kościoła), służyły do przeniesienia ciągu numeracji na następną ulicę, stąd były one oznakowane nietypowo, bo odcinkami, posiadając skaczące numery posesji.

III. Rynek, czyli...

Dobrze przypomnieć uczestnikom tej wycieczki po przedwojennym Kallies, dawne i obecne nazwy ulic. Wymieniałem je już wielokrotnie, ale dla lepszej orientacji w dalszym opisie przypominam te otaczające rynek: Friedrichstrasse to dzisiejsza ul. Wolności, Preiesterstrasse – św. Wojciecha, Mühlenstrasse – Kościuszki, a Charlottenstrasse – Krzywoustego.

 


Widok na centrum Kallies od strony północnej. Rynek to plac z kościołem, jego granice wyznaczają: od lewej Priesterstrasse, od prawej – Friedrichstrasse, od dołu Charlottenstrase, od góry Mühlenstrasse.

 

Rynek w Kallies tworzył prostokąt fragmentów ulic. Dwa krótsze boki to od północy Charlottenstrasse (cztery domy o numerach od 160 do 163), a od południa Mühlenstrasse (trzy okazałe posesje o numerach od 115 do 113).

Dłuższe boki stanowiły: od zachodu Friedrichstrasse (pięć budynków o numerach od 11 do 15) oraz od wschodu Priesterstrasse (kamienice o numerach od 60 do 57).

 


Widok rynku od strony zachodniej (Friedrichstrasse), przy której stoją domy (od lewej): trzy pierwsze Salingera, czwarty dentysty Otto Imma, piąty to Pommerscher Hof Otto Kolberga. Po prawej (południowej) stronie rynku, przy Mühlenstrasse stoją kolejno kamienice: Papenfussa, Müllera, Vollbrechta. Naprzeciwko Papenfussa, przy Friedrichstrasse jest Kieckhöfer Hotel. Po lewej (północnej) stronie rynku widać Charlottenstrasse i jako pierwszą aptekę Pod orłem, następnie domek służącej, dom jubilera Borna oraz dachy zabudowań handlowca Nicklausa. Po stronie wschodniej (Priesterstrasse) mamy za wieżą kościoła biały dach nad salą balową Dummer Hotel, stykającego się z kamienicą farbiarza Barnicka.

 

Chociaż o kamienicach stojących wokół rynku mówiło się, iż są „na rynku” (Am Markt), to każda z nich miała adres związany nie z tym placem, a z przebiegającą wzdłuż niego ulicą. Na rynku stał tylko kościół i może dlatego ocalał.

IV. Mieszkańcy Priesterstrasse

Zacznijmy zwiedzanie od miejsca gdzie dzisiaj jest miejskie targowisko. Ongiś stał tu duży, oznaczony podwójnym numerem 61/60, gmach Hotelu Dummer, którego właścicielem był Robert Huwe. Miał nie tylko wykwintne pokoje (reklamował się jako miejsce spotkań dla handlowców i właścicieli ziemskich), ale również urządzoną w stylu myśliwskim restaurację i dużą salę balową na piętrze.

Hotel posiadał własną stację benzynową firmy Dapolin oraz zapewniał gościom transport na miejscowe dworce kolejowe. Jak pisano w ogłoszeniach, czas przejazdu na stację Kallies-Stadt (kierunek Falkenburg) wynosił 10 minut, a na Hauptbanhof Kallies, czyli dworzec w pobliskiej miejscowości Kietz (na linii Stargard Szczeciński–Piła) – 30 minut.

O przedsiębiorczości właściciela świadczył także niski numer telefonu (2). Co znaczy, że założył go jako druga osoba w mieście. A właściwie druga osoba w okolicy, bo telefon nr 1 posiadał Arthur Böhing, właściciel majątku i pałacu w Pomierzynie (Pammin).

Mniej więcej na wprost wejścia do zakrystii kościoła parafialnego, stał pod numerem 59 spory dom i farbiarnia należąca do Willego Bernicka. Był on jednym z ostatnich w mieście farbiarzy, bo odkąd wyrób sukna przejęły całkowicie większe fabryki w Falkenburgu (Złocieńcu), w Kallies ta gałąź produkcji upadła. Pewnie próbując zmienić branżę, w podworcu jego posesji powstał warsztat naprawy i wyrobu kotłów, prowadzony przez Gustawa Schulza.

W kolejnej kamienicy (nr 58) mieszkał Franz Fiebing, handlowiec prowadzący hurtownię napojów alkoholowych. Słynął zwłaszcza z rozmaitych gatunków piwa. Można je było zamówić telefonując pod numer 32, albo przyjść i skosztować w piwiarni na miejscu.

Z Fiebingiem sąsiadował proboszcz, zajmujący zabytkową plebanię, wybudowaną w tym samym czasie, co kościół, czyli po wielkim pożarze miasta w roku 1771. Proboszcz nazywał się Paul Borchard. Plebania była i jest wielka. Taka, że po wojnie tam właśnie kaliskie dzieci uczyły się religii. Jej fenomen polega także na tym, iż choć budynek ma wejście od strony Charlottenstrase, przypisano jej adres Priesterstrasse 57.

 


Róg południowej i wschodniej pierzei rynku (Mühlenstrasse i Priesterstrasse). Po prawej kamienica drukarza Müllera a nastepnie dom Vollbrechta. Po lewej stronie, w głębi, Hotel Dummer.

 

Do miejscowej parafii należało kilka sąsiednich kamienic. Choćby ta piętrowa po drugiej stronie Charlottenstrase, oznaczona jako Priesterstrasse 56. Stanowiła ona tradycyjnie siedzibę emerytowanych pastorów. Ostatnio mieszkał tu wielebny Wilhelm Goffrey. Jego sąsiadami byli: weteran wojenny Herman Hickstein i robotnik Karl Matzke.

Wyjście z tego domu prowadziło prawidłowo, na Priesterstrasse. I od razu w dobre miejsce, bo naprzeciwko znajdowała się wędliniarnia rzeźnika Augusta Lose (także po wojnie był tam sklep mięsny), A nieco bliżej kościoła, miał swoje ziemskie królestwo na rogu Priesterstrasse i Charlottenstrasse - kupiec August Nicklaus.

V. Mieszkańcy Charlottenstrasse

U Nicklausa można było doznać niebiańskich rozkoszy, o której tylko mówił na niedzielnych kazaniach pastor Borchard. Na półkach sklepu stały artykuły kolonialne i delikatesowe, czekolady i konfitury, miody, papierosy i przeróżne wina. Wybór ich był wielki, bo w tym trunku gustował także sam właściciel, jego zamożni sąsiedzi z Charlottenstrasse oraz wielebny, emerytowany pastor.

August Nicklaus, w kompleksie swych parterowych zabudowań przy Charlottenstrasse 163 prowadził zresztą winiarnię i piwiarnię. Co więcej, posiadał w podwórzu stację paliw, więc tankowanie u niego odbywało się na różne sposoby. W benzynę zaopatrywały się tu zwłaszcza ciężarówki, przywożące towar do jego składu materiałów budowlanych. Natomiast miejscowi rolnicy przyjeżdżali tu furmankami by kupić nasiona i nawozy mineralne.



Skrzyżowanie Charlotenstrasse z Friedrichstrasse. Kamienica pierwsza z lewej to apteka Pod orłem, kamienica trzecia to dom jubilera Gustava Borna.

Wielu klientów tego sklepu i składu, zaglądało przy okazji do kolejnych kamienic. W tej najbliższej (Charlottenstrasse 162) miał na parterze firmowy sklep złotnik i zegarmistrz Gustav Born. Sam mieszkał z rodziną na piętrze tego domu. W trzech, wychodzących na rynek oknach jego prywatnych pokoi, zawsze wisiały piękne firany. Niejedna gospodyni, idąc do kościoła, najpierw oglądała nowe pierścionki na wystawie, a potem podnosiła wzrok do góry, by popatrzeć na firany. Pierścionki eksponowano w witrynie z prawej strony. Natomiast w witrynie po lewej, wisiały i leżały dziesiątki rozmaitych zegarów. Okrągły zegar wisiał także przy drzwiach nad chodnikiem. Uchodził zasłużenie za najpunktualniejszy w mieście chronometr. W każdym razie chodził dokładniej, niż ten na wieży kościoła.

 


Kamienica jubilera Gustava Borna oraz próbka pisma właściciela.

 

Jubiler wysyłał swoim klientom kartki z zawiadomieniami o wykonaniu zleconej pracy złotniczej. Jako dobry fachowiec miał wiele zamówień. Dlatego na kartach pocztowych umieścił fotografię własnej kamienicy. Słowa kreślił czarnym atramentem, drobnym, starannym pismem.

Do pracowni jubilera przylegał z drugiej strony parterowy domek aptekarza Ernesta Peltza. Domek, który zajmowała jego służąca Erna Böck oraz częściowo magazyn leków, nosił numer Charlottenstrasse 161, zaś apteka – 160.

Apteka nazywała się „Pod orłem”, co nawiązywało do orła z herbu Kallies. Zajmowała cały parter obszernej, piętrowej kamienicy na rogu Charlottenstrasse i Friedrichstrasse. Jednej z najstarszych w mieście, bo powstałej w tym samym czasie co kościół.

VI. Mieszkańcy Friedrichstrasse

Sąsiadem aptekarza przy Frierdichstrasse był Emil Baumann, prowadzący pod numerem 25 mały sklep z meblami w swoim parterowym domu. A po drugiej stronie (na rogu Friedrichstrasse i Charlottenstrasse) funkcjonowała restauracja Reinholda Reetza. Miała wielu klientów, zwłaszcza wśród rolników, gdyż do niedawna w połowie tego budynku mieściła się lecznica dla zwierząt, którą prowadził weterynarz Marc Stempel. Przeniósł się do nowej lecznicy i pięknej willi też przy Friedrichstrasse, lecz nieco dalej, za ratuszem. Tam, gdzie weterynarz przyjmuje do dziś.

 


Widok na Friedrichstrasse ze skrzyżowania z Mühlenstrasse (tyłem do ratusza). Stoją kolejno: Pommerscher Hof, kamienica dentysty Otto Inna oraz trzy budynki Salingera (pierwszy piętrowy, dwa parterowe).

 

Za restauracją Reetza (Friedrichstrasse 16), pierwszym domem przy rynku była parterowa chałupa podobna do tej, jaką zajmowała przy Charlottenstrasse 161 służąca aptekarza. Jednak ten budynek (Friedrichstrasse 15) oraz dwa następne należały do bardzo bogatej rodziny kupieckiej Salingerów. Mimo, iż były takie niepozorne, wewnątrz stanowiły przybytek najnowszej mody. Tam kupiło się wszystko, co tylko człowiek może ubrać na siebie. Po ojcu Izaaku, interes przejął Leo Salinger. Prowadził go w piętrowej kamienicy przy Friedrichstrasse 13. Natomiast pod numerem 14 i 15, bieliznę oraz kreacje wyłącznie damskie sprzedawała spokrewniona z rodziną Salingerów – Emilie Strohscheer.

Na kilka lat przed wybuchem wojny, majątek żydowskiej rodziny Salingerów skonfiskowano. Ich nieruchomości odkupił przedsiębiorca odzieżowy Klatt oraz niejaki Virchow.

 


Widok na Friedrichstrasse ze skrzyżowania z Charlottenstrasse, czyli na zachodnią pierzeją rynku. Trzy pierwsze domy należą do Salingera. Czwarty do dentysty Inna, piąty (można dostrzec balkon) to Pommerschers Hof..

 

W kolejnej, dwupiętrowej kamienicy, przy Friedrichstrasse 12, przyjmował dentysta Otto Imm. Reklamę swojego Zahn Atelier wywiesił na balkonie. Pozostałe mieszkania zajmowały rodziny dwóch robotników (Gustav Bussian i Ferdinand Beeskow), wdowa Anna Marten, sprzątaczka Elise Warnick oraz Friedrich Roloff. Ten ostatni, prowadził na parterze sklep należący do Landwirtschaftlichen Ein- und Verkaufsvereine, organizacji handlowej rolników. Ostatnim jej przewodniczącym był wymieniony już Arthur Böning, właściciel ziemski z Pammin.

Na rogu Friedrichstrasse (nr 11) i Mühlenstrasse zapraszał do swoich pokoi Otto Kolberg, prowadzący hotel Pommerscher Hof. Mimo restauracji znanej z dań rybnych, interes szedł mu chyba nie najlepiej, bo w dzierżawionej części parteru miał sklep Emil Vorphal. Rodzina sklepikarza mieszkała też na poddaszu, obok wdowy Marii Bernhager.

Kiepsko idące interesy Otto Kolberga, najlepiej tłumaczy sąsiedztwo najstarszego hotelu w mieście – istniejącego od 1773 roku Hotelu Pod białym łabędziem (Zum Waissen Schwan). W dużej, dwupiętrowej kamienicy oznaczonej numerami Friedrichstrasse 10/9, rodzina Kieckhöfer prowadziła także restaurację i sklep.

VII. Mieszkańcy Mühlenstrasse

Po przeciwnej stronie Friedrichstrasse stała kamienica jeszcze okazalsza od Kieckhöfer Hotel. To leżący przy Mühlenstrasse 115, gmach handlowca Gustava Papenfussa, stanowiący właściwie dom towarowy. Klientom oferowano tam wszystko do jedzenia oraz picia, a ponadto różne rodzaje broni palnej (zwłaszcza broń myśliwską) i amunicji, dostarczanej przez znaną firmę Kempinski wprost z Berlina. Ponadto właściciel posiadał stację benzynową, zaopatrywaną w paliwo przez firmę Shell. Dystrybutor stał wprost na rynku, naprzeciwko wejścia do sklepów.

 


Widok na Friedrichstrasse ze skrzyżowania z Mühlenstrasse (w stronę ratusza). Po lewej dom handlowy Papenfussa, po prawej Kieckhöfer Hotel.

 

Sąsiadem działającej od 1828 roku firmy Papenfussa, był najbardziej znany obywatel Kallies – wydawca, drukarz, dziennikarz i powiatowy radny w jednej osobie – Gustav Müller. Najstarsze widokówki Kallies (wtedy pisano Callies) pochodzą właśnie z wydawnictwa rodziny Müller. Podobnie jak wszelkie druki urzędowe. Choćby formularze czy książeczki oszczędnościowe Städtische Sparkasse Kallies.

Obok drukarni, księgarni i salonu wydawnictwa, w kamienicy Müllera przy Mühlenstrasse 114, znajdował się jeszcze sklep Dawida Salingera z wykwintną odzieżą oraz pracownia złotnika i zegarmistrza Paula Torno.

Dom kolejny (Mühlenstrasse 113) należał do Heinricha Vollbrachta, rzemieślnika wyrabiającego tkaniny. Jego parterowa kamienica, stojąca na rogu z Priesterstrasse, miała dużą mansardę na poddaszu, i służyła właścicielowi wyłącznie jako mieszkanie. Na tyłach znajdowała się słynna z domowej kuchni restauracja Louisa Hecklau (Priesterstrasse 48).

Restauracja Hecklau miała niemal naprzeciwko zachowany do dziś gmach sądu okręgowego wraz z więzieniem (Priesterstrasse 65). Można tu więc było zjeść ostatni dobry posiłek przed dłuższą, więzienną dietą w miejscowym areszcie.

VIII. Co nie ocalało  

Wyobraźmy sobie, że w mroźny ranek, 11 lutego 1945 roku, jesteśmy żołnierzami Armii Czerwonej. Po niezbyt wyczerpujących walkach wkroczyliśmy do kolejnego, niemieckiego miasteczka. Sowieci zdobywali Kallies od strony Mirosławca. Natomiast Mirosławiec i nawet Łowicz Wałecki zdobywała I Armia Wojska Polskiego.



Lata 50. XX wieku. Procesja idzie Priesterstrasse. Jest pomiędzy kościołem a plebanią. Z tyłu ruiny Charlotetenstrasse: kamienicy jubilera Borna i zabudowań kupca Augusta Nicklausa. Nad nimi sterczy szczyt ocalałej kamienicy rzeźnika Augusta Loose.

 

Głodni i zmarznięci wkraczamy na rynek opustoszałego Kallies. Niemieccy żołnierze wycofali się w stronę Szczecina. Ludność cywilną wcześniej ewakuowano. Zostali tu tylko starcy i kaleki oraz miejscowi bogacze strzegący swoich dóbr. Ten scenariusz powtarzał się w każdym, zdobytym miasteczku. Dlatego najpierw szukamy tego, co najpotrzebniejsze, czyli ciepła i jedzenia. A to gwarantują przede wszystkim restauracje. Zatem do dzieła.


 

Rok 1954. Widok na Priesterstrasse od strony kościoła. Po prawej widać plebanię. Z tyłu szczyt domu Augusta Loose.

 


Lata 50. XX wieku. Zdjęcie wykonano z ruin Hotelu Dummer. W tle procesji widnieją resztki zabudowy na skrzyżowaniu Friedrichstrasse (z lewej) i Charlottenstrasse (z prawej). Wśród zgliszcz sterczą pozostałości murów restauracji Reinholda Reetza.


Kolbami karabinów sołdaci wyłamują drzwi do pierwszej na rynku od strony Mirosławca restauracji Augusta Nicklausa. Kolejne grupy żołnierzy wdzierają się do Hotelu Dummer, Hotelu Kieckhöfer oraz Pommerscher Hof. Trafiają bezbłędnie, wszędzie jest piwo i wódka, a w piwnicach zagrycha. Jeszcze nie wiedzą, że w tym miasteczku pozostaną dłużej.


 

Widok na kościół ze skrzyżowania Friedrichstrasse (z lewej do prawej) i Mühlenstrasse (z dołu do góry). Po lewej stronie resztki narożnika Pommerscher Hof Otto Kolberga.

 

I skoro front się zatrzymał, kolejne dni mijają na libacjach oraz poszukiwaniach. Szuka się kobiet oraz ukrytych bogaczy. Z kobiet są tylko staruszki, natomiast bogaczy albo wyłapano, albo dotarto do ich bogactwa pod nieobecność właściciela. Tak podczas tygodni poprzedzających ofensywę marcową, zostają w Kallies gruntownie opróżnione wszystkie knajpy i sklepy.

Niemcy nie mogli w tym przeszkodzić. Okopani na wzgórzach za miastem, nie chcieli otwarciem ognia zdradzić swoich pozycji. Czego sowieci nie zrujnowali lub nie podpalili w trakcie rabunków, to dla zatarcia śladów wysadzili granatami przed atakiem w kierunku Drawska. W ten sposób obrócono w perzynę całą północną pierzeję rynku (Charlottenstrasse) oraz pierzeję południową (Mühlenstrasse). Nie został też żaden cały dom przy pierzei zachodniej (Friedrichstrasse). Natomiast przy pierzei wschodniej (Priesterstrasse) przetrwała rabunki tylko plebania.

IX. Co i dlaczego ocalało

Przy rynku zrujnowano te kamienice, w których mieściły się restauracje lub sklepy. A że mieściły się właściwie we wszystkich prócz plebanii, więc obrabowano i zniszczono wszystkie.

Tak było nie tylko w obrębie rynku, obrabowano bowiem także lokale i sklepy na pozostałych ulicach. Chociaż tam już ich tak nie rujnowano. Prócz tego przetrwał gmach szkoły (sowieci urządzili w nim szpital), budynek sądu rejonowego (przydał się jego areszt), pałac (siedziba dowódcy) oraz kilka większych kamienic, gdzie kwaterowali żołnierze.


 

Kalisz Pomorski dzisiaj. Wieża kościoła, bloki w centrum i jezioro Młyńskie, w którym utopiono resztki starej zabudowy rynku. Fot. Reinhard Kemmether

 

Gdyby o Kallies trwały ciężkie walki, jak dotąd oficjalnie utrzymywano, to w pierwszej kolejności sowieckie pociski trafiałyby w wieżę kościoła, by uniemożliwić z niej obserwację i ostrzał. Tymczasem z wieży nie pospadały nawet kruche, łupkowe dachówki. Poza tym nie uszkodzono samego kościoła, co byłoby niemożliwe, gdyby walczono na rynku w krótkotrwałym, lecz zaciętym boju. No i dlaczego ocalała plebania? Myślę, iż nic w niej nie było, co można wypić, zjeść lub ukraść. Pastor kościoła protestanckiego żyje bowiem skromnie i to go uratowało.

Sam jeszcze pamiętam ruiny wokół rynku. Na ścianach były ślady po pociskach, ale karabinowych, nie armatnich. Długie lata trwało odgruzowywanie centrum miasteczka nazwanego zaraz po wojnie Kaliszem Nowym. Dobre cegły z rozbiórki wywożono wagonami na odbudowę Warszawy. Resztę, czyli ułamki cegieł i tynków wywożono furmankami na dawne Wybrzeże Adolfa Hitlera nad jeziorem Młyńskim i wysypywano do wody.

Do dziś jest tam bardzo stromy brzeg i od razu głębia. A w niej ruiny rynku w Kallies, jak zatopiona Atlantyda.

 

(c) Bogumił Kurylczyk