Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Kościół w Stawnie
Zaułki w Kallies
Rynek w Kaliszu Pomorskim
Wyzwolenie
Czaplinek. Pl. 3 Marca
Czaplinecki rynek I
Czaplinecki rynek cz. II
Złocieniecki rynek cz. I
Złocieniecki rynek cz. II
Drawski rynek
Legendy na notgeldach
Tropami złocienieckiej historii
Majówka 2010 - I część
Litografie Dunckera
Ikonografia Drahimia
Miedzioryty Meriana
Miedzioryty Petzolda
Trochę o notgeldach
Wielki Rak w Ińsku
Zapisane na pocztówce
Papierowe publikacje
Wielki Rak w Ińsku
Seria notgeldów i legenda o Wielkim Raku z Ińska

Omawiając temat regionalnych notgeldów, nie sposób nie wspomnieć o chyba najciekawszej serii, która pochodzi z sąsiedniego regionu, z Pojezierza Ińskiego. Właśnie w Ińsku ukazała się bardzo interesująca seria banknotów zastępczych (notgeldów), które zostały ozdobione rysunkami i wierszykami opisującymi legendę o Wielkim Raku z Ińska. Ta ciekawa seria przyczyniła się niewątpliwie do promocji tego miasteczka w całych Niemczech.

Istnieje kilka wersji tej legendy. Jedną z nich przedstawia poniższy wierszyk, który zamieszczam w oryginalnym brzmieniu dla osób władających językiem niemieckim. Wierszykowa wersja legendy jest podobna do wersji przedtawione przez Horsta Kaisera (czytaj poniżej) 



Jak się okazuje legenda nie ma zbyt długiego rodowodu, gdyż pojawiła się dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy w Jeziorze Ińskim pojawiła się choroba, która dotknęła żyjące w wielkich ilościach raki. Ludzie mówili o tzw. „raczej zarazie”. Los chciał, że w tym samym czasie z domagającej się renowacji wieży ińskiego kościoła poczęły odpadać liczne odłamki cegieł. Ubytki były widoczne gołym okiem. Te dwa fakty: niezrozumiała choroba raków i znikające kawałki wieży, przyczyniły się do powstania nowej intrygującej legendy:

Mieszczanie opowiadali, że do miasteczka, przez dziurę w obwarowaniach zakrada się wielki rak, który pożera cegły z wieży kościelnej. Oburzeni coraz bezczelniejszym zachowaniem raka ińszczanie wysłali kilku najdzielniejszych mężczyzn, żeby pochwycić zwierzę i przykuć je do drewnianego słupa, który wbito w środek wielkiego dołu wypełnionego wodą, nazywanego „Pupkenloch”. Wkrótce woda w dole poczęła wysychać, a nieszczęsny Wielki Rak marniał w oczach. W końcu zdechł, a jego wysuszone szczątki zostały zakonserwowane przez promienie słoneczne i stały się rodzajem pomnika.

 

Inną, bardzo piękną, wersję tej legendy odnalazłem na stronie internetowej Horsta Kaisera (www.horst-kaiser.de). Oto jej wolny przekład:

Pewnego dnia inszczanie ze zgrozą zauważyli, że wieża ich kościoła z każdym dniem staje się mniejsza. Wszyscy byli wstrząśnięci i szukali wyjaśnienia tego zjawiska. Niestety, na tym nie koniec, gdyż niedługo po tym zniknął również duży kawałek murów miejskich. Wszystko to było niezrozumiałe. Rajcy miejscy doszli do wniosku, że szkody w miejskich obwarowaniach musiały być dziełem nieznanych wrogów, szykujących atak na iński gród. Dlatego też polecono nocnemu strażnikowi zachować szczególną czujność i trąbić na alarm w przypadku, gdyby rzeczywiście ujrzał niecnych wrogów w pobliżu murów miejskich. Strażnik ten był niezwykle dzielnym człowiekiem, którego niełatwo było przestraszyć. Jednak to, co pojawiło się tym razem przed jego oczyma, sprawiło, że wszystkie włosy stanęły mu dęba na głowie. Z Jeziora Ińskiego wyczołgał się ogromny rak, który był znacznie większy od słonia. Jego pancerne kończyny był grubsze niż u krokodyla. Potwór ruszył przez lukę w murach miejskich w kierunku wieży kościelnej. Tam przystąpił do posiłku, zrywając szczypcami kamienie i cegły. Wrzucał je następnie do swej ogromnej paszczy. Trwało to blisko godzinę. Później rak powoli wycofał się z powrotem do jeziora. Kiedy strażnik opowiedział o tym koszmarze mieszczanom, zwołano radę miejską, która obradowała cały dzień. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że opancerzony potwór nie musi obawiać się mieczów i toporów. Niektórzy bardziej trwożliwi radzili, żeby się spakować i opuścić zagrożone miasto, zanim Wielki Rak wszystko pożre. Zdecydowano jednak, że warto chociaż spróbować schwytać potwora. W tym celu miejskiemu kowalowi nakazano wykuć wielki łańcuch. Kiedy znowu nadeszła noc, wszyscy zdolni do walki mieszkańcy miasteczka ustawili się w pobliżu luki w miejskich obwarowaniach, czekając w napięciu na powrót raka. Wszystkim zadrżały serca, gdy po kilku godzinach oczekiwania do murów zbliżyło się opancerzone zwierzę wielkie jak wędrująca góra. Burmistrz krzyknął wtedy: „Naprzód chłopcy!”. Na ten sygnał trzech najsilniejszych mężczyzn ruszyło w stronę raka z wielkim stalowym prętem. Rak chwycił tykę szczypcami aż obficie posypały się iskry. Teraz zastygł, jak gdyby był przyspawany do pręta. Korzystając z tego, wszyscy mieszczanie chwycili za drugi koniec pręta i zaciągnęli raka do kowala, który właśnie trzymał ostatnie rozżarzone ogniwo łańcucha. Rzemieślnik spranie owinął nogę zwierza łańcuchem, do którego drugiego końca przyspawana była ciężka kotwica okrętowa. Następnie wywieziono potwora na łodziach na jezioro. Wielka kotwica i łańcuch uniemożliwiały zwierzęciu opuszczanie jeziora i miasto było bezpieczne. Jednakże strach nigdy nie opuszczał mieszczan z Ińska, gdyż nikt nie wiedział, kiedy łańcuch przerdzewieje i uwolni potwora, który żądny zemsty przybędzie znowu do miasta, żeby wszystko pożreć.


Uzbrojeni w dwie wersje legendy o Wielkim Raku możemy teraz obejrzeć dokładnie słynną serię notgeldów z Ińska. W tej notgeldowej wersji legendy, Wielki Rak wyrwał się z niewoli salwując się ucieczką na… koniu!


Poniżej umieszczam serie notgeldów, do których zgrabne rysunki wykonał Robert Koch. Każdy z banknotów został opatrzony w zabawny wierszyk opowiadający legendę o Wielkim Raku z Ińska. Pod banknotami umieściłem podpisy, które niezgrabnie, ale jednak oddają sens tych wierszyków. 
 


1.
Jeśli pójdziesz na połów raków w Jeziorze Inskim, powinieneś bardzo uważać, żeby nie dostać się w zasięg szczypców Wielkiego Raka. 


2.
Nawet nocą nie wygląda to wszystko dobrze. Lepiej nie zbliżać się do murów miejskich, gdyż przez otwór przechodzi często Wielki Rak, który chętnie chwyci cię za nogę


3.
Rada miejska obradowała od świtu do późnego wieczora, szukając pomysłu, jak uczynić Wielkiego Raka nieszkodliwym.
 

4.
Strażnik zatrąbił na alarm: Wielki Rak pojawił się znowu. Uzbrojony w piki, spisy i miecze oddział mieszczan zapędził zwierzę w pobliże pieca majstra kowalskiego Lambrechta. 


5.
Kowal założył zwięrzeciu wielki łańcuch, a urząd meldunkowy przypisał mu "Pupkenloch" jako mieszkanie.  


6.
Wielki Rak spoczywał najpierw spokojnie w miękim bagnie. Lecz pewnego dnia szarpnął się mocno i przeciął łańcuch. Wskoczył na konia, który zatrzymał się nieopodal i uciekł w szeroki świat.
Mieszczanie stwierdzili z goryczą: "Już nigdy nie wrócą do naszego jeziora wspaniałe raki w tak wielkiej ilości, jak niegdyś" 
To koniec legendy. Zdarzyło się to kiedyś. 


7.
Również Fridjof Rausen słyszał tę baśń i pospieszył na brzeg Jeziora Ińskiego, jednak Wielki Rak już dawno powiedział miastu żegnaj.

Niestety, nie wiem, kim był szacowny Fridjof Rausen.
Kolejne dwa notgeldy nie należą do powyższej serii, lecz również nawiązują do legendy, gdyż na stylizowanej mapie Inśka i jego najbliższej okolicy umieszczono rysunek Wielkiego Raka. Autorem mapy był również Robert Koch 





...
Udało mi się pozyskać kolejne dwa notgeldy z Ińska dotyczące legendy o Wielkim Raku. Nie należą ona do przedstawionej powyżej serii ale zostały zaprojektowane przez znanego juz nam Roberta Kocha.





Wierszyk na drugim notgeldzie rzewnie wspomina czasy, gdy w Jeziorze Ińskim były tysiące raków, które z upodobaniem podnosiły do góry swe ogony. Niestety, racza zaraza wytępiła je wszystki, Wielki Rak został wygnany z jeziora. Teraz tylko on wznosi ogon do góry, będąc przykutym do brzegu wielkim żelaznym łańcuchem. 
Taka skrócona wersja legendy, którą usłyszelismy wcześniej.