Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Stawno - Radomyśl
Sikory Komorze - cz I
Sokory Komorze - cz II
Bobrowo - Lisi Dom
Wierzchowski Młyn ...
Majówka 2010 - II część
Baraki koło Ordensburga Krosino
Majówka 2010 - III część
Majówka 2010 - IV cześć
Siemczyno - Głęboczek
Rzepowo - Piaseczno
Złocieniec - Kańsko
Kańsko-Nieszczęśliwe Bagno
Wierzchowo - Wąsosz
Leśne opowieści
W drodze do Gronowa
Gronowskie opowieści
Nad dawną granicą
Między Starym i Nowym Worowem
Wędrówka w czasie ...
1. Pamiątki I wojny św.
2. Paniątki I wojny św.
Legendy na szlakach...
Między Starym i Nowym Worowem

 Warto też odwiedzić naszą księgarnię internetową 






Kościół w Nowym Worowie


Przed pierwszymi zabudowaniami Nowego Worowa nasza szosa łączy się z drogą prowadzącą do Połczyna Zdroju. Po prawej stronie rozciąga się ładny widok na okoliczne pola, a po lewej zobaczymy ruiny starego wiatraka typu holenderskiego. Obiekt jest zrujnowany, nie ma skrzydeł ani obrotowej części dachowej, za to dość dobrze zachował się masywny kamienny korpus. Mechanizm wiatraka jest kompletnie zniszczony i leży dziś w nieładzie wewnątrz budynku. Wiatraki to dziś dość rzadki widok na Pojezierzu Drawskim, a jeszcze w latach dwudziestych XX w. pracowały w tym miejscu aż dwa obiekty tego typu. Obecnym właścicielem wiatraka jest lokalny twórca ze Starego Worowa Tomasz Osmólski. Jego starania o pozwolenie na renowację obiektu trafiają na urzędniczy opór. A szkoda, bo niszczejący młyn jest dość osobliwy, gdyż mełł zboże korzystając z czterech niezależnych napędów: wiatrowego, wodnego, elektrycznego i parowego. 


  

Ruiny wiatraka holenderskiego w Nowym Worowie


Nowe Worowo wbrew sugestii zawartej w nazwie jest bardzo starą wsią wzmiankowaną już w 1321 r., kiedy należała do rodziny von dem Borne. W 1401 r. joannici z Drahimia nabyli tę miejscowość od braci Thydeke i Tonneghes von dem Borne. Po wypędzeniu joannitów przez Władysława Jagiełłę, Worowo (Wuhrow), bo tak pierwotnie nazywano tę wieś, weszło w skład powstałego w 1407 roku starostwa drahimskiego. Leżące po drugiej stronie granicy Stare Worowo wcale nie ma wcześniejszego rodowodu, gdyż pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z drugiej połowy XIV wieku. Około dwieście lat później starosta drahimski zbudował na końcu wsi Worowo folwark z owczarnią, który nazwano Nowym Worowem. Później ta nazwa przeszła na całą wieś.
 

W siedemnastym wieku lustrator napisał, że w Worowie ży-je 15 kmieci, którzy płacą czynsz, a oprócz tego muszą odpracować cztery dni pańszczyznny „bydłem” i jeden „pieszo”. We wsi interes prowadził też karczmarz, który prócz opłacania rocznego czynszu nie był zobowiązany do jakichkolwiek robót, zamiast tego „z muszkietem czasu potrzeby dobrym stanąć na granicach abo (na) zamku powinien”. Starosta zbudował we wsi młyn o jednym kole wodnym[i]. Inny ciekawy obiekt, który kiedyś pracował w Worowie, stanowiła huta szkła. Było ich zresztą kilka w pobliskiej Dolinie Pięciu Jezior, ale ta worowska uchodziła za najbardziej znaną, gdyż założyli ją przybyli na Pomorze Bracia Czescy, którzy według ustnej tradycji mieli odegrać ważną rolę wspomagającą ruch reformacyjny na Ziemi Drawskiej.

W Nowym Worowie warto dziś obejrzeć XIX-wieczny kamienny kościółek wybudowany w stylu neoromańskim oraz kilka ciekawych budynków z czerwonej cegły.

Z Nowego Worowa udajemy się szosą prowadzącą na południe w kierunku Starego Worowa, przecinając ponownie dawną granicę Margrabstwa i Rzeczypospolitej. Gdzieś w pobliżu może uda się nam odszukać wielki dół, o którym opowiadano dawniej poniższą legendę.

Legenda o dole z dzwonami (42)[ii]

Gdzieś między Nowym i Starym Worowem znajdował się kiedyś wielki dół, którego nie sposób było zasypać. Wielu próbowało to uczynić, przywożąc pełne fury piasku i wsypując go wytrwale do dołu. Wszystko na próżno. Dół pochłaniał piach i wciąż był jednakowo głęboki. Przed wielu laty w nieznanych bliżej okolicznościach chłopi transportowali kościelne dzwony z Nowego do Starego Worowa. Kiedy znaleźli się w pobliżu dołu, coś przeraziło konie, które szarpnęły gwałtownie i wóz niebezpiecznie się przechylił. Z wielkim łoskotem obydwa dzwony wpadły do głębokiego dołu, ginąc bezpowrotnie. Odtąd każdego roku w dzień Świętego Jana w południe wędrowcy, przemierzający ten odcinek drogi, mogą usłyszeć śpiew zagubionych dzwonów. Słychać też, że siostrzane dzwony nawołują się nawzajem po imionach. Jeden nazywał się Suzanna, a drugi Margarette (dzwon w języku niemieckim jest rodzaju żeńskiego – die Glocke).

 

Powyższa legenda jest bardzo podobna do legendy o zatopionych dzwonach w jeziorze Siecino, którą opowiadano w oddalonym zaledwie o kilka kilometrów Chlebowie. Zarówno Stare Worowo jak też Chlebowo leżały po brandenburskiej stronie granicy.

 Pierwsza wzmianka o wsi Stare Worowo pochodzi już z 1361 r., kiedy to jej właścicielem miał być rycerz zakonu joannitów - Conrad von der Goltz, zwany Konradem Czarnym. Był on założycielem „czarnej linii rodu Goltzów domu Worowo-Kłębowiec”, jego brat stryjeczny, nazywany dla odróżnienia Conradem Białym zapoczątkował „białą linię rodu” (Rzepowo-Siemczyno). Zarówno Conrad Czarny jak i Biały byli wnukami założyciela Drawska Pomorskiego, Arndta von der Goltz. Tego ostatniego wspominaliśmy jako prawdopodobnego założyciela zamku Arendsburg nad Drawą. Natomiast Conrad Czarny miał ufundować klasztor franciszkanów w Drawsku Pomorskim[iii]. Co ciekawe, właściciele tej granicznej wsi, należącej przecież do Brandenburgii, chętnie korzystali z dostojeństw oferowanych przez Koronę Polską. W 1430 r. Johan von der Goltz (von Golcze) ze Starego Worowa był królewskim burgrabią polskiego Wałcza, a Mikołaj von der Goltz był w latach 1550-75 starostą drahimskim[iv]. Dwanaście pokoleń rodziny Goltzów gospodarzyło w Starym Worowie aż do 1745 r. 22 lata później majątek należał do Lukrecji von Kleist wdowy po podpułkowniku o tym samym nazwisku. W 1796 r. Lukrecja odsprzedała posiadłość Karolowi Ferdynandowi Guhse, który gospodarzył w Starym Worowie zaledwie cztery lata.

W 1800 r. majątek ziemski w tej wsi zakupił August Reimer von Zadow, który pochodził z Sadowa (niem. Zadow) koło Mirosławca, co ciekawe, jego matka Eleonora należała do czarnej linii Golzów i urodziła się w Broczynie[v]. Odtąd gospodarzyła tutaj rodzina von Zadow. Była to bardzo stara familia, która wywodziła się od jeszcze starszego rodu von Guentersberg z Kalisza Pomorskiego. Przedstawiciel tego ostatniego rodu wzmiankowany w 1408 r. Reinmar von Guentersberg, był właścicielem wsi o słowiańskiej nazwie Zadow (dziś Sadowo). Dlatego też jego potomkowie poczęli używać najpierw przydomku, a później nazwiska von Zadow.

 

  

Nieistniejący dziś ryglowy dwór w Starym Worowie: stan przedwojenny i w 1994 r. Źródło: R. v. Zadow, „Rueckblick auf ein bewegtes Jahrhundert”.

 

  

Folwark w Starym Worowie. Po prawej: obora i stajnia, po lewej: dwuskrzydłowy dwór. Źródło: R. v. Zadow, „Rueckblick auf ein bewegtes Jahrhundert”.

 

Stare Worowo było siedzibą czterech pokoleń tej rodziny, która gospodarzyła tam aż do 10 lutego 1945 r. Około 1993 r. w pobliżu worowskiego kościoła ustawiono tablicę upamiętniająca rodzinę von Zadow i pracowników dawnego folwarku ziemskiego.

Najciekawszym zabytkiem we wsi jest kościół ryglowy. Na chorągiewce wiatromierza obok inicjałów fundatora świątyni Ewalda Friedricha von der Goltza można odczytać datę 1689 r. W świątyni tej znajduje się też odlany w XVI wieku dzwon. Zarówno chorągiewka jak i dzwon pochodzą według Reinmara von Zadow ze starej budowli kościoła[vi], ta dzisiejsza została wzniesiona w 1786 r.

W książce Reinmara von Zadowa „Rueckblick auf ein bewegtes Jahrhundert” znalazłem ślad ciekawej legendy, która ujawniała się podczas świeckiego, nazistowskiego pogrzebu, jaki miał miejsce w 1939 r. w Starym Worowie. Poniższa opowieść jest prawdziwa:

Dlaczego dzwony kościelne biją podczas pogrzebu? (43)

W 1939 r. zmarł jeden z miejscowych członków partii, syn owczarza. Człowiek ten nie cieszył się we wsi wielkim poważaniem, a nawet uchodził za miejscowego błazna. Pewnego dnia upił się i zasnął w łóżku z palącą się fajką. Zginął w wyniku powstałego pożaru. Miejscowa komórka partyjna NSDAP, której przewodził niejaki Teuerkauf z Ostrowic, postanowiła urządzić na własny koszt uroczystości żałobne. Pogrzeb miał być przeprowadzony według partyjnego ceremoniału, na co ostro zareagował pastor Erst Pigger i odmówił uczestnictwa w pogrzebie: „Albo będzie tam partia, albo ja, nigdy razem!” – stwierdził stanowczo duchowny. Mało tego, pastor będący człowiekiem o silnej osobowości, zabronił użycia kościelnych dzwonów podczas uroczystości, gdyż jak stwierdził, bez obecności pastora nie będzie to pogrzeb chrześcijański. Kiedy jednak kondukt zbliżał się do cmentarzyka, rozległo się bicie dzwonów, co wzbudziło zdziwienie osób znających nieubłagane stanowisko pastora. Okazało się, że do kościoła włamali się bracia zmarłego. Następnego dnia grzecznie naprawili wyłamany zamek, tłumacząc z pokorą, że musieli to zrobić: „Dzwony muszą bić podczas pogrzebu. Inaczej dusza nie zazna spokoju i będzie się błąkać i straszyć po okolicy”[vii].

  

  

Stare Worowo – ruiny gorzelni i osiemnastowieczny kościółek ryglowy

 

W majątku ziemskim w Starym Worowie pracowała grupa polskich jeńców wojennych. Pod koniec wojny doszło do ucieczki grupy Polaków, którzy zostali jednak schwytani w pobliskim lesie. Jeńcy zostali wtedy pobici przez Niemców. W zdarzeniu tym jakiś udział miał administrator majątku rodziny von Zadow niejaki Tetzlaw.

Przed północą 4 marca 1945 r. do wsi wkroczyli polscy żołnierze, żądając żywności i noclegów. Wnętrza chałup zostały przetrząśnięte. Obecni we wsi polscy jeńcy poskarżyli się prawdopodobnie na zachowanie administratora. Rankiem 5 marca Tetzlaw został aresztowany i wyprowadzony na drogę wiodącą w kierunku wiejskiego cmentarza, gdzie został zastrzelony[viii]. Czy wśród zabójców byli pobici kiedyś jeńcy wojenni? Tego już się nie dowiemy. Obecna we wsi właścicielka majątku Ilse von Zadow w swoich wspomnieniach potępiła ten mord. W marcu 1945 r. polscy żołnierze niejednokrotnie pytali jeńców i robotników przymusowych o sposób traktowani ich przez miejscowych Niemców podczas wojny. Przyzwoite zachowanie w czasie wojny uratowało życie kilku okolicznym właścicielom ziemskim, których robotnicy przymusowi brali w obronę. Dla Niemców źle traktujących niewolniczo pracujących Polaków nie było w tych wojennych dniach żadnej litości. Nie podejmę się oceny tych zdarzeń.

Pierwsze dni marca to czas bezprawia i gwałtów na ludności cywilnej. Ilse von Zadow opisała tragiczne zdarzenia, które rozegrały się we wsi w tym czasie:

„W pierwszych trzech dniach kobiety i dziewczęta musiały znieść bardzo wiele. W dzień i w nocy przy piecach czuwały tylko stare kobiety, gdyż młodsze niewiasty musiały się ukryć, żeby nie wpaść w ręce Polaków lub Rosjan. Niektóre kobiety odbierały sobie życie. Do rzeki rzuciła się i utopiła pani Schmidt (pracownica poczty) z dwójką swoich małych dzieci. Pani Klara Berndt najpierw podcięła gardła swoim dzieciom, a potem, z pomocą starego Schwarza, sobie. Ten ostatni próbował się później utopić, ale nie potrafił i wrócił do wsi. Także trzyosobowa rodzina Roeckersów rzuciła się do Jeziora Nowoworowskiego. Wcześniej Roeckers został brutalnie pobity kolbami karabinów, kiedy stanął w obronie swojej córki Lisbeth. Napastnicy grozili, że ją porąbią na kawałki, tak jak Niemcy czynili z Żydami. Lisbeth opowiadała później, że nie potrafiła się jednak utopić i kiedy jej rodzice już nie żyli, wyszła na brzeg”[ix].

Były to najtragiczniejsze zdarzenia w całej historii tej pomorskiej miejscowości. Mieszkańcy wsi zostali niemal całkowicie pozbawieni swojego majątku przez różnego rodzaju cywilnych i wojskowych rabusi. Dwór nowoworowski był kilkakrotnie rabowany, również przez Niemców ze wsi, co uczciwie przyznała w swoich wspomnieniach Ilse von Zadow.

Początkowo władzę we wsi sprawował młody Polak, który był wcześniej robotnikiem przymusowym w młynie. Młody sołtys nie był jednak w stanie zapanować nad chaosem i bezprawiem. Jeden z podlegających mu polskich wartowników dopuścił się gwałtu na dawnej właścicielce majątku. Gdy kobieta poskarżyła się sołtysowi, ten poprzestał jedynie na udzieleniu bandycie surowego upomnienia.

Sytuacja ustabilizowała się dopiero wtedy, kiedy we wsi pojawili się dowodzeni przez oficera żołnierze polskiej 1 Dywizji Rolno-Gospodarczej. Jednak i oni nie mogli nic poradzić, gdy do Starego Worowa wpadały rozbisurmanione grupy sowieckich żołnierzy. Przerażone niemieckie kobiety szukały wtedy schronienia w chatach zajmowanych przez polskich żołnierzy.

Na przełomie lat 1945/1946 niemieccy mieszkańcy Starego Worowa zostali wysiedleni. Ich miejsce zajęli polscy repatrianci i przesiedleńcy.   

Porażające i smutne wrażenie robią dziś zrujnowane budynki dawnego majątku ziemskiego w Starym Worowie. Osiemnastowieczny dwór został całkowicie rozebrany. Dewastacji uległy budynki gospodarskie z połowy XIX w.: gorzelnia, kuźnia, spichlerz, owczarnia i stodoły. Dzieło zniszczenia zostało dokonane w latach dziewięćdziesiątych po upadku pracującego w tej wsi przez 50 lat pegeeru. Godny obejrzenia jest natomiast zabytkowy park dworski.

Ze Starego Worowa ruszymy szosą na południe. Po kilkuset metrach dotrzemy do rozwidlenia dróg. Na wschód prowadzi szosa do Warniłęgu, a na południowy zachód do Cieszyna. Najpierw wybierzemy tę pierwszą, żeby udać się na boczną wycieczkę do Warniłęgu.

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych 100 metrów na południe od szosy Stare Worowo – Warniłęg leżał kamień graniczny, na którym wyryto litery P O L i krzyż. W miejscu tym drogę do Warniłęgu przecinała granica polsko-brandenburska. Swoim wyglądem głaz przypominał kamień znajdujący w pobliżu wsi Chłopowo, którego ustawienie historycy przypisują joannitom. Na chłopowskim kamieniu również widnieje zakonny krzyż i litery P D, które niewątpliwie nawiązują do Pomorza (Pommern) i Drahimia (Draheim). Kamień, który leżał przy drodze do Warniłęgu, niestety zniknął.    

Dzikie Łowy pod Warniłęgiem (44)[x]

Według starej legendy na skraju Warniłęgu widywano wieczorami upiorny orszak dzikich łowców. Bezgłowy przywódca w średniowiecznym stroju prowadził grupę zakapturzonych jeźdźców, którzy pędzili cwałem skrajem lasu na północny- wschód. Parobkowie z leżącego na skraju wsi majątku ziemskiego rzucali się trwożliwie na ziemię, żeby uniknąć porwania. Pomimo zaciskania dłoni na uszach wszyscy słyszeli upiorne ujadanie czarnych wielkich psów, uczestniczących w łowach. 

 

Warniłęg leżał na terenie domeny rodziny von der Goltz, której członkowie do pierwszego rozbioru w 1772 r. byli poddanymi króla polskiego. To ta rodzina założyła w 1628 r. folwark Warlang (Warniłęg), który przeszedł później w posiadanie rodziny Oerthling, a następnie von Knobloch. Ci ostatni nie potrafili jednak sprostać złej sytuacji gospodarczej i należący do nich majątek ziemski został zlicytowany. Dzisiaj w dość niepozornym dworze mieszka z rodziną Franciszek Grabowski, który prowadzi galerię sztuki i pracownię ceramiczną.

We wsi warto obejrzeć ceglany kościół wybudowany w drugiej połowie XIX wieku.   

Wracamy na rozwidlenie dróg na południe od Starego Worowa i ruszamy tym razem szosą w kierunku Cieszyna. Po około dwóch kilometrach znowu docieramy do dawnej granicy, przechodząc tym razem na stronę brandenburską. Granica biegła tutaj wzdłuż dużego strumienia zwanego kiedyś Granicznym (Grenzfliess, Grenzgraben). Szesnastowieczny lustrator używał starszych nazw tej rzeczki: Wolberk lub Zgniła Rzeka. Jeszcze wcześniej strumień określano jako Herzogs Fliess, czyli Rzekę Książęcą. Dziś na dokładniejszych mapach kartograficznych widnieje nazwa Miedznik, która pochodzi od słowa „miedza”, przez co w jakiś sposób nawiązuje do dawnej funkcji strumienia, chociaż określanie miedzą dawnej granicy państwowej nie jest chyba zbyt trafne.

Dzikie Łowy nad Granicznym Strumieniem (45)[xi]

W miejscu gdzie Strumień Graniczny przecina szosę Stare Worowo – Cieszyno znajduje się niewielki mostek. Po obu stronach rzeczki rośnie szpaler wysokich topoli i niewielki sosnowy las. Po zapadnięciu zmroku robi się tutaj dość ponuro. Spóźnieni koniuchowie mieli słyszeć tam głośne trzaskanie pejczów, rżenie koni i niesamowite ujadanie wielkich psów. To na swoją nocną wyprawę wyruszali dzicy łowcy, którzy pędzili lasem w stronę Warniłęgu.

 

 

Tutaj pojawiają się dzikie łowy. Mostek nad Strumieniem Granicznym

 

Kilkadziesiąt metrów za mostkiem położony jest folwark Skępe, który został zbudowany około 1778 r. Dwa lata wcześniej urodziła się późniejsza królowa Prus Luiza, możliwe, że włąśnie wtedy zdecydowano się nazwać jej imieniem powstający folwark, którego pierwsza nazwa brzmiała Dwór Luizy – Luisenhof. Ten należący do majątku w Starym Worowie folwark został później przemianowany na Dwór Beaty (niem. Beatenhof), prawdopodobnie dla uczczenia jakiejś kobiety z rodu von Zadow. Po 1945 r. nazwę zmieniono na Skępe.

W czasie II wojny światowej folwarkiem zarządzał administrator o nazwisku Zimdahl. Prawdopodobnie źle traktował Polaków, gdyż w marcu 1945 r. do osady wpadła grupa żołnierzy, szukając mężczyzny o nazwisku Zimdahl. Doszło wtedy do tragicznej pomyłki, gdyż Polacy zastrzelili na miejscu teścia poszukiwanego administratora, którego nie było wtedy we wsi. W tych wojennych dniach w osadzie rozgrywały się dantejskie sceny. Oddalony od większych osiedli folwark narażony był na bezkarne napaści różnych band maruderów i szabrowników. W końcu przerażeni mieszkańcy opuścili swe domostwa i uciekli do Starego Worowa.  


 

 Warto też odwiedzić naszą księgarnię internetową 


[i] Tamże, s. 4.

[ii] O. Knopp, Volkssagen. Erzaehlungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg, Koszalin 1926, s. 36.

[iii] F. v. d. Goltz, Die Familie der Grafen und Freihern von der Goltz, Strassburg, 1885, s.318.

[iv] Tamże.

[v] R. v. Zadow, Erinnerungen an Altwuhrow, Dramburger Kreisblatt nr 2, czerwiec 1996 r.

[vi] Tamże.

[viii] I. i R. v. Zadow, Rueckblick auf ein bewegtes Jahthundert, Band 3, Das Kriegsende in Altwuhrow 1945, 2008, s. 42.

[ix] Tamże, s. 43.

[x] O. Knopp, Volkssagen. Erzaehlungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg, Koszalin 1926, s. 39.

[xi] O. Knopp, Volkssagen. Erzaehlungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg, Koszalin 1926, s. 39.