|  |

Coraz chętniej zagłębiam się w śwwiat regionalnych pomorskich notgeldów. Dzisiaj omawiająć dwie serie baknotów zastępczych, wybiorę się aż do Goleniowa, gdyż notgeldy z tego miasteczka zawierały baśniowe motywy częśto spotykane na Pojezierzu Drawskim. W 1921 roku władze tego miasteczka zdecydowały się na wyemitowanie serii notgeldów o nominałach 50 fenigów, gdyż niedawno zakończona wielka wojna, zwana później I wojną światową, pożarła olbrzymie ilości surowców, w tym metali kolorowych. Handel utrudniony był przez uciążliwy brak monet o niewielkich nominałach. Rozwiązując ten problem, magistrat miejski wpadł na znakomity pomysł utrwalenia na banknotach zastępczych regionalnych legend. Udało mi się kupić serię opowiadającą wierszem legendę o Dzwonnej Górze. Kiedy ją przeczytałem doszedłem do wniosku, że jest to odmiana legendy którą na Pojezierzu Drawskim spotkałem w co najmniej w trzech miejscach: nad jeziorem Siecino, między Starym i Nowym Worowem i nad jeziorem Dołgie Wielkie koło Czaplinka. Nieco mniej rozbudowane legendy o podobnych motywach spotkamy też koło Będlina i Stawna.
Przypomnijmy sobie najpierw te legendy:
Chlebowskie dzwony
"Nad jeziorem Siecino leżą cztery miejscowości Chlebowo, Cieszyno, Siecino i Ostrowice. Chlebowo było niegdyś największe spośród największe i w jego posiadaniu od zamierzchłych czasów znajdowały się stare wielkie dzwony kościelne, które nosiły imiona: Anna Zuzanna i Margaret. Dzwony te były dla zazdrostnych ostrowiczan prawdziwym cierniem w oku. Pewnj mroźnej zimowej nocy, kiedy tafla jeziora Siecino było mocno zamarznięta, grupa chłopów z ostrowic wybrała się saniami do Chlebowa. Pod osłoną nocy ukradli dzwony i przenieśli je na brzeg jeziora. Tutaj ułozyli je na saniach i pognali konie w kierunku Ostrowic. Jednak kiedy znajdowali się na środku jeziora pękł lód. Do wody wpadły obydwa dzwony, a złodzieje mogli mówić o wielkim szczęściu, gdyż udało im się cudem ujść z życiem.
Kiedy następnej wiosny rybacy z Chlebowa zarzucali sieci, usłuszeli bicie dzwonów dochodzące z głębiny. Margaret powiedziała: 'Anno Zuzanno czy chcesz pójść ze mną na ląd!', na co drugi dzwon odpowiedział: 'Nie, Margaret, pozostanę tutaj głęboko'.
Po tym zdarzeniu chlebowianie mieli wydobyć obydwa dzwony."
Według O. Knoopa "Volkssagen. Erzaelungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg"
Legenda o dole z dzwonami
Gdzieś między Nowym i Starym Worowem znajdował się kiedyś wielki dół, którego nie sposób było zasypać. Wielu próbowało to uczynić, przywożąc pełne fury piasku i wsypując go wytrwale do dołu. Wszystko na próżno. Dół pochłaniał piach i wciąż był jednakowo głęboki. Przed wielu laty w nieznanych bliżej okolicznościach chłopi transportowali kościelne dzwony z Nowego do Starego Worowa. Kiedy znaleźli się w pobliżu dołu, coś przeraziło konie, które szarpnęły gwałtownie i wóz niebezpiecznie się przechylił. Z wielkim łoskotem obydwa dzwony wpadły do głębokiego dołu, ginąc bezpowrotnie. Odtąd każdego roku w dzień Świętego Jana w południe wędrowcy, przemierzający ten odcinek drogi, mogą usłyszeć śpiew zagubionych dzwonów. Słychać też, że siostrzane dzwony nawołują się nawzajem po imionach. Jeden nazywał się Anna Zuzanna, a drugi Margarete (dzwon w języku niemieckim jest rodzaju żeńskiego – die Glocke). Margaret spiewała: "'Anno Zuzanno czy chcesz pójść ze mną na powierzchnię?", a Anna Zuzanna odpowiadała: 'Nie, Margaret, pozostanę tutaj głęboko'"
Według O. Knoopa "Volkssagen. Erzaelungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg"
Kobiety -dzwony
Dokładnie w południe dnia świętego Jana ten, kto urodził się w niedzielę, może dostrzec w jeziorze Dołgie Wielkie koło Czaplinka dwie kobiety o imionach Zuzanna i Margaret. Tajemnicze niewiasty nawołują się nawzajem: „Zuzanno, czy wyjdziesz ze mną na ląd?”. Na co Zuzanna odpowiada: „Nie, nie, Margaret, nie mogę jeszcze opuścić tej głębiny”. Kobiety te mają podobno związek z dwoma dzwonami, które zatopiono niegdyś w jeziorze Dołgie.
A teraz legenda z Goleniowa ilustrowana notgeldami:
Posłuchaj moje dobre dziecię, jak wokół wzgórza legenda przędzię swój czar.
Baśń ta pochodzi z zamierzchłych czasów i wypełnia ją ludzka pobożność

Tam w oddali na szczycie największego wzgórza stał niegdyś kościółek,
który spoglądał na całą naszą krainę.
Każdego ranka i wieczora z wieży odzywała się para dzwonów,
wzywając do modlity dziękczynnej

Pewnego dnia kościółek zniknął pod ziemią, a na powierzchni zakwitły dzikie i barwne kwiaty.
Jednak w południe dnia świętego Jana usłyszeć można ciche bicie dzwonów
Je

Jeden nuci w przepełnionej ciszy okolicy, a zebrani wokół wzgórza ludzie nasłuchują:
"Anno Zuzanno, Anno Zuzanno, wyjdź, wyjdź, wyjdź ze mną na powierzchnię!"

Drugi posłuchał tego, kiwnął przyjaźnie i mówi zadziwiającym wierszem:
"O nie, o nie, to wcale nie jest miłe! Pozostanę tu w glębinie, moja kochana Greto!"

Greta milczy więc i podaje rękę swej towarzysce, pozostają z nią w podziemiach.
Aż po roku nadejdzie dzień, gdy odezwą się ponownie swoim czarownym brzmieniem.

Jak widzimy jest to praktycznie ta sama legenda, która pojawia się w wielu pomorskich miejscowościach, ale każda z jej wersji ma coś lokalnego unikatowego.
Rewers goleniowskich notgeldów:

W 1921 roku wydano w Goleniowie inną serię notgeldów z legendą o wilku i huzarze. Niestety, nie posiadam tych banknotów zastępczych, stąd jakość prezentowanych poniżej grafik jest gorsza.
Ta goleniowska legenda przypomina mi naszą legendę z Wierzchowa, którą przypomnę najpierw:
Kobieta i wilk w Wierzchowie
Olbrzymi bór, który dziś rozciąga się wokół Sośnicy, był przed wielu laty znacznie większy i sięgał niemal do samego Wierzchowa. Wieś ta otoczona była wówczas podmokłymi lasami i bagnami, w których mieszkało wiele wilków. Pamiątką tych czasów jest miejscowa nazwa bagna znajdującego się w pobliżu Długiego Końca, które nazywano Wilczym Bagnem. Pewnego wieczora kobieta mieszkająca na wierzchowskim Długim Końcu, po ciężkim dniu pracy przygotowywała się powoli do snu. Zbliżyła się jeszcze do drzwi, żeby je zamknąć na noc. Wtedy nagle podwoje pchnięte niezwykłą siłą otwarły się na rozcież i do wnętrza chaty wpadł olbrzymi wilk. Kobieta uderzona drzwiami upadła na podłogę i wydała z siebie okrzyk przerażenia. Wilk skoczył w kierunku niewiasty, chwycił ją i powlókł w głąb ciemnego lasu. Potężny basior przyciągnął nieprzytomną ze strachu kobietę aż do wzgórza nazywanego wówczas Blockberg (dziś nie sposób powiedzieć, o które wzgórze chodziło), gdzie zaczął obwąchiwać swoją zdobycz. Kobieta udawała martwą. Zwierzę pozostawiło ją na chwilę, by zwołać resztę swojej złowrogiej watahy. Widząc, że basior oddalił się nieco, niewiasta zdjęła koszulę i powiesiła ją na ciernistym krzaku, a następnie rzuciła się do gwałtownej ucieczki. Wilki zmylone widoczną z oddali koszulą nie od razu ruszyły w pościg. Dlatego niewiasta zdołała schronić się w swej chacie i zamknąć drzwi na skobel, zanim dopadła ją rozwścieczona wataha. Wilki krążyły jednak wokół domostwa straszliwie wyjąc. Uciekły dopiero wtedy, gdy z pomocą przybiegli sąsiedzi w towarzystwie sfory wielkich psów.
Według G. Kuessela "Virchower Sagenkranz"
Posłuchajmy teraz goleniowskiej legendy, która rozgrywa się w czasach napoleońskich, gdy wojska francuski pobiły ze szczętem pruską armię i zajęły Pomorze.
Na polach pod Goleniowem stał na posterunku dzielny huzar.
Wieść niosła, że Francuzi nadchodzą ze wsząd, ze wschodu i zachodu

Huzar zmęczony walką z wrogiem zasnął na posterunku,
a ptaszek zanucił pieśn o miłości i wierności dzielnego wojaka.

Nagle przybiegł wielki zły wilk, chwycił huzara wielką paszczą
i pociągnął go do watachy swej wilczej braci.

W drodze oprzytomniał śpioch, lecz był bez broni.
Huzar bez najmniejszej trwogi pomyślał: "Teraz, teraz musisz to zrobić!"
Po czym zatrąbił prosto w wilcze ucho

Wilk podwinąwszy ogon pod siebie uciekł przerażony.
Można się uśmiać na taki huzarski taniec.

Do dziś słychać tę opowieść o wilku i huzarze
opowiadaną przez wszystkich jeszcze po stu latach

Dzisiaj powiemy już, że minęło dwieście lat
 |