Majówka 2010 – piesze wędrówki
1 dzień – Między Stawnem a Lubieszewem
Chyba najbardziej lubię majowo-czerwcowe wyprawy terenowe na Pojezierze Drawskie, gdy zieleń jest taka bardzo soczysta, a lasy i pola mienią się szeroką gamą jej odcieni. Zwykle podczas dłuższych marszów wkładam na uszy odtwarzacz mp3 i słucham powieści, teraz jednak nie przyszło mi to nawet do głowy, gdyż przyroda wokół odzywała się bogatą różnorodnością odgłosów, których nie mogłem przecież przegapić. Podczas tej wycieczki, która prowadziła przez mocno pofałdowane pola, ciągle słyszałem wysokie i głośne tokowe trele, wzbijających się pionowo w górę skowronków, kukanie kukułek i wesołe pokrzykiwania czajek. Liczba tych ostatnich podobno w ostatnich latach gwałtownie spada, ale te z okolic Stawna i Lubieszewa chyba nic o tym nie wiedzą, ponieważ radośnie buszują na licznych stawach pośród pól. Klangor żurawi na tych terenach stał się ostatnio dość pospolity, ale nic lepiej od niego nie uświadamia mi, że oto udało mi się na kilka godzin wyrwać się wielkomiejskiej cywilizacji i w spokoju obcować z naturą. Włożenie na uszy mp3 w takich warunkach byłoby prawdziwym grubiaństwem.
Mapa pierwszej majowej wędrówki
Stawno to bardzo stara wieś notowana już w 1300 roku, zanim Złocieniec otrzymywał prawa miejskie. W 1326 roku Stawno zostało spalone przez wojska polsko-litewskie, które pod wodzą Władysława Łokietka najechały Marchię Brandenburską. W 1333 roku w dokumencie lokacyjnym Złocieńca wymieniono wieś pod nazwą Stovene, a cztery lata później w tak zwanym Landbuchu użyto nazwy Stuben. Ostatecznie przyjęła się nazwa: Stoewen, która ma słowiańskie korzenie i nawiązuje to licznie tu występujących niewielkich zbiorników wodnych. Krótko po wojnie przemianowano wieś na Stobno, ale już w 1947 r. nadaną osadzie dzisiejszą nazwę, nawiązującą do tej historycznej.
W 1565 roku wieś należała do rodziny rycerskiej von Wedel. Później stosunki własnościowe musiały się mocno pokomplikować i wieś podzielono na kilka części. W tak zwanej klasyfikacji z 1719 roku, wskazano dwie grupy właścicieli tak zwanych łanów rycerskich, w odróżnieniu od łanów chłopskich. Właścicielem pierwszego majątku był kapitan Joachim Adam von Anklam. Obok Joachima Adama wymienieni zostali również jego bracia: porucznik w stanie spoczynku Johan Adam i podoficer Fryderyk Krzysztof. Ponadto prawa do wsi posiadał też porucznik w stanie spoczynku Henryk Ewald von Anklam z Piecnika. Druga część wsi należała do rodziny von der Goltz, która swe główne majętności posiadała na terenie Rzeczpospolitej. Goltzowie byli więc poddanymi króla polskiego i w Polsce piastowali urzędy. Klasyfikacja wymienia: polskiego komornik Joachim Rudiger von der Goltz z Kłębowca koło Wałcza, Polskiego majora gwardii koronnej Georga Franza von der Goltz z Człopy i polskiego rotmistrza Henninga Berndta von der Goltz z Siemczyna. Ten ostatni wybudował wspaniały pałac w Siemczynie i to on przerażony wybuchem zarazy uciekł w kaleńskie lasy, a z mieszkańcami swojej wsi rozmawiał za pomocą specjalnej rury, co miało go ochronić przed zarażeniem.
Po licznych wojnach w XVII wieku wieś nie była w najlepszym stanie. Na 23 łanach ziemi żyło tu 11 chłopów, w tym jeden pasterz i młynarz. Karczmarz warzył rocznie
12 beczek piwa i trochę wódki. Słaba gleba i nieliczne pastwiska nie mogły wyżywić chłopów, którzy zdani był na pomoc właścicieli ziemskich, otrzymując od nich chleb i ziarno.
Stawieńka własność rodziny von Anklam została później wykupiona przez Królewski Urząd Ziemski w Będlinie, natomiast majątek rodziny von der Goltz należał do jednego gospodarstwa z posiadłością tej rodziny w Kosobudach (Birkholz). Na początku XX w. kosobudzko-stawieńskie gospodarstwo zostało rozparcelowane i w taki sposób Stawno stało się chłopską wsią.
Ze wspomnianą w klasyfikacji karczmą związana jest pewna legenda, która była dość popularna na Pojezierzu Drawskim. W Stawnie występowała jej nieco zmodyfikowana odmiana.
Diabeł i karciarze w karczmie w Stawnie[i]
W karczmie w Stawnie koło Złocieńca czterech chłopów grywało zapamiętale w karty. Nie zaniechali swego zwyczaju nawet w Święta Bożego Narodzenia. Nic dziwnego, że tak świętokradcze zachowanie przyciągnęło złe siły do wsi. Pewnego wieczora, kiedy chłopi oddawali się swej karcianej pasji, do karczmy wszedł nikomu nieznany człowiek, który bezceremonialnie przysiadł się do karciarzy. Chłopi już zamierzali zaprosić przybysza do gry, gdy jednemu z nich upadła moneta na podłogę. Kiedy się po nią schylił, zobaczył, że obcy człowiek ma diabelskie kopyta zamiast stóp. Przestraszony chłop powiedział, że musi na chwilę wyjść i poprosił diabła, żeby ten zagrał za niego. Kiedy tylko znalazł się na zewnątrz gospody rzucił się do panicznej ucieczki, nie myśląc więcej o kartach i pozostawionych w karczmie pieniądzach. Gra toczyła się dalej, ale wkrótce kolejny stawianin zorientował się, że ma do czynienia z szatanem, gdyż obcy wyraźnie obawiał się kart treflowych, przypominających swym kształtem znak krzyża. Diabeł nie mógł utrzymać w ręku takich kart i kładł je odwrócone na stole, co go zdradziło. Drugi chłop również w pośpiechu opuścił gospodę. Teraz diabeł grał tylko z dwoma wieśniakami, którzy zaślepieni żądzą wygranej nie dostrzegali niczego poza grubą sakwą obcego mężczyzny. W końcu wybiła północ. Diabeł nagle podskoczył jak oparzony. Uderzył rękoma o stół, zdmuchnął lampę i wyleciał ze świstem przez okno, pozostawiając po sobie piekielny swąd. Ślady po diabelskich szponach są do dziś widoczne na stole w stawieńskiej karczmie.

Szachulcowa chałupa w Stawnie

Kamienny kościół w Stawnie
Obecny kamienny kościół powstał w 1856 r., którą to datę budowniczowie ułożyli z kamieni na frontowej ścianie świątyni, wysoko nad rozetą. Na miejscu tego pięknego kamiennego kościoła stała wcześniej drewniana świątynia, z której pochodzi dzwon wiszący na dzwonnicy. Dzwon ten został odlany w 1579 roku na miejscu przez wędrownego ludwisarza Joachima Karstede.

XVI –wieczny dzwon w Stawnie. Drugi dzwon został w 1917 roku przetopiony na potrzeby wojenne.
Dziś we wsi widać pracę bardzo aktywnej lokalnej społeczności, która w ramach licznych prac przyczynia się do upiększania tej miejscowości. Wśród zabudowań wyróżnia się dość pokaźny gmach dawnej szkoły i piękna szachulcowa chałupa w środku wsi.
Przed wojną we wsi istniało tylko jezioro o nazwie Staw (Teich), leżące na północny zachód. Jezioro Stawno na południowym wschodzie było wtedy osuszone i dopiero w polskich czasach wypełniono je ponownie wodą. Do 1855 roku w pobliżu wsi istniało jeszcze jedno jezioro Grosse Ploetze, w którym ludność poławiała raki. Jezioro to znajdowało się na południe od drogi do Osieka, w połowie drogi między Stawnem a Boninem.
O Stawnie można napisać znacznie więcej, ale to miała być jedynie krótka relacja z wycieczki, a tymczasem rozgadałem się dość mocno.
W kierunku Lubieszewa prowadzi wąska droga asfaltowa, wijąca się między polami i wzgórzami. Kilkaset metrów za zabudowaniami Stawna po lewej stronie znajduje się stara niewielka żwirownia. Po prawej towarzyszyć nam będzie dolinka strumienia Kamiennego, który łączy jeziora Stawno i Lubieszewo. Wąwóz który wydrążył ten niewielki ciek wodny jest zaiste imponujący.
Po kilku kilometrach niedaleko wsi Lubieszewo po lewej stronie szosy zobaczymy dość wysokie niezalesione wzgórze. U jego podnóża znajduje się rozlewisko na którym buszują czajki. Kiedy fotografuję wzgórze, przed obiektyw wybiega mi stado saren. Niestety nie mam przy sobie teleobiektywu. Mimo to strzeliłem kilka zdjęć, na których mam zarówno wzgórze, jak też sarny.

Sarny zbiegają ze zbocza Wzgórza Czarownic
Stara niemiecka nazwa wzgórza to „Blocksberg”. Na obszarze niemieckojęzycznym taką nazwą opatrywano wzgórza, na których, jak wieść niosła, odbywały się sabaty czarownic. Taka legenda powstała też tutaj w pobliżu Lubieszewa.
Sabaty czarownic na Blocksbergu miały się odbywać w nocy z 30 kwietnia na 1 maja, czyli w tak zwaną Noc Walpurgii (Walpurga, Walpurgis, Walpurgisnacht), czyli według mitologii nordyckiej w noc zmarłych i złych duchów. Dopiero jeden z czytelników serwisu o dziejach Pojezierza Drawskiego przypomniał mi, że moją wycieczkę przeprowadziłem 30 kwietnia. Gdym został tu do późnego wieczora, pewnie zobaczyłbym zlatujące się na miotłach czarownice ze Złocieńca, Drawska i Kalisza Pomorskiego.
Według niemieckiego badacza Alfreda Haasa nic nie wzbudzało takiego zabobonnego strachu jak stare tajemnicze miejsca bytowania przodków, dlatego też stare grodziska lub cmentarzyska stawały się miejscami, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastały mroczne legendy. Pojawiali się tam dzicy łowcy lub sabaty czarownic. Blocksberg w miejscu starego grodziska powstał min. nad jeziorem Dołgie w pobliżu Czaplinka.
Blocksbergi umiejscawiano też w miejscach dawnych miejsc kaźni, czyli na wzgórzach szubienicznych, dlatego też niekiedy jeden obiekt nazywany był Galgenbergiem lub Blocksbergiem. W siedemnastym wieku na wzgórzach szubienicznych dochodziło częstokroć do torturowania i egzekucji na rzekomych czarownicach, więc skojarzenie z miejscem zlotów tychże istot było w zasięgu ręki.
Jeszcze innym miejscem, które pobudzało wyobraźnię był cmentarz. Skoro Noc Walpurgii była jednocześnie nocą zmarłych, więc umiejscawianie Blocksbergu w pobliżu cmentarza było niejako logiczne. A tak właśnie jest w Lubieszewie, gdyż stary niemiecki cmentarz położony jest w sąsiedztwie północnego zbocza góry.
Po lewej: J. Ziarnko, Szabat czarownic. Po prawej: Hans Baldung Grien - Czarownice 1508 r.
Według innej tradycji zlot czarownic odbywał się w Noc Świętojańską. Na Pojezierzu Drawskim utarł się zwyczaj przyczepiania do drzwi i okien gałęzi klonu, którego liście przypominają znak krzyża. W ten sposób chłopi chronili swoje domostwa przed wiedźmami. Inni przyczepiali do okien gałązki krzewu szakłaka ciernistego.
Po natarciu się wiedźmią maścią czarownice docierały na Blocksberg, lecąc na koźle lub miotle nasmarowanej gęsim tłuszczem. Niektóre wiedźmy zamieniały się nawet w kozły i leciały na zlot w towarzystwie złych duchów. Na górze świętowały, jadły i piły. W biesiadzie uczestniczył sam diabeł, którego czarownice całowały w miejsce, w którym kończą się plecy, uzyskując w ten sposób wielką moc do czynienia złych rzeczy. Po jedzeniu zaczynały się tańce i śpiewy. Uczestnikiem takiego sabatu był też mężczyzna, który grał na dudach lub, używając gęsiej nogi, na ruszcie. Według innych wersji jegomość miał grać na kocim łbie. Jako rekwizyt podczas tańca używana jest lina, którą wiedźmy uplotły z ludzkich włosów. Opasuje ona wszystkie tańczące czarownice, gdyby doszło do jej zerwania, byłoby to zapowiedzią złego rok. Ulubioną zabawą jędz było szydzenie z księży i chrześcijańskich rytuałów[ii].
Teraz kiedy wiemy już tyle o Blocksbergach, możemy wymyślić dla wzgórza polską nazwę: Góra Czarownic.
Ciekawostką jest fakt, że wizerunek czarownicy ewaluował w czasie. Początkowo były to mądre kobiety, znające się na ziołach, które pomagały mieszkańcom wsi w pokonywaniu ich problemów. Później za sprawą min. Kościoła czarownice uważane były za demony zła. Ich działaniom zaczęto przypisywać wszelkie nieszczęścia. Zmarło dziecko, piorun uderzył w stodołę, czy też zła pogoda zepsuła plony zawsze winna była czarownica.

Widok na Wzgórze Czarownic (Blocksberg)
Zbliżamy się do dużej wsi Lubieszewo położonej malowniczo nad brzegiem jeziora Lubie. Historyczna nazwa wsi: Guentershagen nawiązuje prawdopodobnie do rycerskiej rodziny von Guentersbergów, którzy byli właścicielami Kalisza Pomorskiego i wielu wsi leżących na Pojezierzu Drawskim w tym Lubieszewa. Później majątek ziemski przeszedł w ręce Państwa pruskiego, w imieniu którego zarządzali nim dzierżawcy.
Według klasyfikacji z 1719 r. domeną państwową w Lubiszewie zarządzał radca rządowy Fryderyk von Martiz. We wsi mieszkało wtedy 18 rodzin chłopskich. Był tutaj młyn na strumieniu Kamiennym, karczma i kuźnia. Ziemia uprawna nie była najlepszej jakości i zawierała dużą domieszkę piasku i gliny. Autor klasyfikacji zwracał uwagę na liczne nieużytki zwłaszcza w pobliżu bagien i na wzgórzach. We wsi żył kościelny, który nie posiadał ziemi. Ponadto hodowano tutaj pszczoły w 30 ulach.
Dziś we wsi można zobaczyć wiele ciekawych obiektów. Uwagę zwracają budynki dawnej restauracji i szkoły. Pałac zarządców państwowej domeny ziemskiej został zbudowany z czerwonej cegły i nie jest dziś w najlepszym stanie.
Niewątpliwie najciekawszym obiektem architektonicznym jest szachulcowy kościół wzniesiony w 1687 r. i przebudowany w XVIII wieku. Świątynia posiada interesujący wystrój wewnętrzny. Ołtarz, ambona i cynowy świecznik pochodzą z XVIII wieku. Uwagę zwracają dziewiętnastowieczny obraz „Chrzest świętego Jana” pędzla G. Fugla i dwa secesyjne żyrandole wykonane na początku XX w.
Kościół w Lubieszewie

Wnętrze lubieszewskiego Kościoła. Po lewej na ścianie obraz G. Fugla, na prawo od niego ambona z XVIII w., widać też ołtarz i secesyjne żyrandole.
Będąc w kościele warto wspiąć się na wieżę, gdzie znajdziemy pięknie zdobiony mosiężny dzwon. Podobnie jak w Stawnie miejsce na drugi dzwon jest puste, co jest wyraźnym śladem I wojny światowej i podjętej w 1917 r. decyzji o przetapianiu setek tysięcy dzwonów na potrzeby wojenne. Jednak wygląd dzwony, który pozostał na wieży do dziś, wynagradza w pełni brak tego drugiego. Wśród pięknych zdobień uwagę zwraca płaskorzeźba głowy Chrystusa, którą otacza napis będący fragment psalmu 117: „Chwalcie Pana wszystkie narody, wysławiajcie go wszystkie ludy”. Nieco niżej wykonano inskrypcję, która podkreśla rolę, jaką pełnić będzie odlany dzwon: „W radości i w smutku i w najgorszej potrzebie, wzywam do czuwania i modlitwy!”. Po drugiej stronie dzwonu znajdziemy informację, że odlano go w czwartym roku rządów króla pruskiego Fryderyka Wilhelmowi IV, czyli w 1844 r. Przy czym wyraźnie wskazano, że chodziło o przetopienie jeszcze starszego dzwonu. Następnie umieszczeniem nazwiska uhonorowano patrona kościoła i zarządcę miejscowego majątku hrabiego von Thermo z Koszalina, którego nazwano „szlachetnym opiekunem naszego kościoła i szkoły”. landrata powiatowego von Knebel-Doeberitza, miejscowego pastora Karola Eckharda oraz jego dwóch przełożonym o nazwiskach Rilke i Lueck.
Lubieszewski dzwon
Cdn…
[i] O. Knoop, Volkssagen. Erzaehlungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg, Koszalin 1926, s.52
[ii] A. Haas, Baltische Studien 1932 r. Tom 34, Über das pommersche Hexenwesen im 16. u. 17. Jahrhundert s. 182-5.
 |