O stawieńskiej świątyni
Jarosław Leszczełowski

Kościół w Stawnie stan obecny. Fot. K. Zacharzewski
Druga gawęda dotyczyć będzie stawieńskiego kościółka, który, jak się okazuje, kryje wiele intrygujących zagadek z przeszłości. Bardzo piękny, zbudowany z wielkim pietyzmem, kamienny kościół w Stawnie powstał w 1856 r. Data ta została umieszczona przez budowniczych na frontowej ścianie świątyni, wysoko nad rozetą. Na miejscu tej kamiennej budowli musiał wznosić się znacznie wcześniej drewniany kościół. Niestety, dokumenty, do których dotarłem, milczą na temat starej stawieńskiej świątyni.
Na początku XVI w. decyzją margrabiego Johana I cała ludność Nowej Marchii przeszła na protestantyzm. Od tej pory aż do grudnia 1945 r. we wsi znajdował się ewangelicki zbór.

Kościół w Stawnie w grudniu 1946 r. Po prawej stronie u stóp świątyni widać obelisk poświęcony żołnierzom poległym w I wojnie światowej. Fotografia z Kroniki Parafii Złocieniec.
Starym zwyczajem wokół kościoła urządzono wiejski cmentarzyk. Nawiasem mówiąc, niemiecka nazwa cmentarza Kirchhof w dosłownym tłumaczeniu oznacza właśnie „dziedziniec kościelny”. Kiedy przykościelny cmentarzyk okazał się za ciasny, na wzgórzu przy drodze prowadzącej do Żabinka założono nowy cmentarz.
Prowadząc badania historii wsi dotarłem do niepozornego zdjęcia kościółka z grudnia 1946 r. Widać na nim stawieńską świątynię i krzyż ustawiony przez polskich osadników wiosną 1946 r., o czym jeszcze napiszę. Muszę przyznać się, że nie od razu dostrzegłem pewien intrygujący szczegół. Otóż u stóp budowli kościelnej, na tle jej murów widać dość okazały pomniczek. Jego postument pokryty jest śniegiem. Pomyślałem, że może być to pomnik poświęcony mieszkańcom Stawna, którzy polegli w pierwszej wojnie światowej 1914-1918.

Konfirmacja 1935 r. Na zdjęciu oprócz konfirmantów widać pastora i nauczyciela. Na drugim planie znajduje się pomniczek. Fotografia z czasopisma Dramburger Kreisblatt udostępnionego przez Wernera Ohsta.
Dalsze poszukiwania potwierdziły moje pierwsze przypuszczenie, gdyż w wydawanym w Niemczech czasopiśmie Dramburger Kreisblatt zamieszczono fotografię z konfirmacji w 1935 r. Grupa ówczesnych mieszkańców Stawna stoi na dziedzińcu kościelnym, a za ich plecami widać mury świątyni i pomniczek żołnierzy poległych w I wojnie światowej. Na kamieniu o regularnych kształtach umieszczono tablice, gdzie wyryte były nazwiska poległych mieszkańców wsi. Zdjęcie to zamieścił w gazecie Werner Obst, który sporządził też krótki opis. Dowiadujemy się z niego, że za plecami uczestników konfirmacji rzeczywiście widoczny jest pomniczek poległych. Co więcej, Werner Obst twierdzi, że rozmawiał ze starszym polskim mieszkańcem Stawna, który powiedział, że w latach czterdziestych XX w. pomniczek został przez Polaków zakopany w miejscu, w którym go wzniesiono. Innymi słowy, jeśli to prawda, możliwe byłoby wydobycie pomnika. To ciekawe zadanie dla miejscowych kandydatów na detektywów historycznych.
Z opisu dowiadujemy się jeszcze, że na zdjęciu po lewej stronie stoi pastor Holz, a po prawej stawieński nauczyciel Ernst Schimmelpfenig. Dramatyczny los spotkał dwóch widocznych na fotografii chłopców. Stojący w środku chłopiec to Werner Doege, ktory zostanie kilka lat później powołany do wehrmachtu i ciężko ranny straci nogę. Trzeci od lewej Rudi Ohst będzie łącznościowcem na pokładzie samolotów bojowych. Zginie w 1943 r. podczas katastrofy samolotu, będącej prawdopodobnie wynikiem sabotażu pracujących w fabryce lotniczej robotników przymusowych.
Na dziedzińcu kościelnym znajduje się inny interesujący obiekt- stara drewniana dzwonnica. Kiedyś wisiały tam dwa dzwony, dziś jedno z drewnianych jarzm świeci pustką. W 1917 r. cesarstwo niemieckie uwikłane było w długotrwały konflikt zbrojny. Wojna pożerała wszelkie zasoby i w kraju brakowało surowców. Wydano wtedy specjalne zarządzenie nakazujące gminom dostawę dzwonów kościelnych na potrzeby wojenne. Niemal każda miejscowość na Pomorzu musiała oddać przynajmniej jeden ze swych kościelnych dzwonów. Tak było i w Stawnie.

Dzwonnica w Stawnie.

XVI– wieczny dzwon w Stawnie. Po prawej puste jarzmo po drugim dzwonie.
Być może puste miejsce po dzwonie stało się impulsem do powstania jednej z miejscowych legend, według której w bagnie znajdującym się przy drodze ze Stawna do Linowna zatopiono niegdyś ogromny dzwon. Jego bicie wydobywające się z topieli może dziś usłyszeć tylko osoba, która urodziła się w noc sylwestrową między godziną 23.00 a 24.00. Opowiadano również, że takie osoby potrafią też dostrzec kształty zatopionego dzwonu. Według tejże legendy dzwon ze stawieńskiej świątyni zrabowali żołnierze wrogiej armii, którzy obawiając się pościgu, wrzucili zdobycz do bagna, nazywanego odtąd Bagnem Dzwonu[1]. Tyle legenda.
Powróćmy do drewnianej dzwonnicy, gdzie zawieszony jest zabytek wyjątkowej wartości. Otóż poszukiwanie surowców w 1917 r. przetrwał na szczęście dzwon odlany w 1579 r. przez wędrownego ludwisarza Joachima Karstede. W XVI wieku stan dróg był wyjątkowo zły, co uniemożliwiało bezpieczny transport ciężkich dzwonów. Dlatego pojawili się wtedy wędrowni ludwisarze, którzy odlewali dzwony na miejscu. Jednym z bardziej znanych był właśnie Joachim Karstede, który wraz ze swym synem odlał dzwony w wielu okolicznych miejscowościach: w Starym Worowie, Gronowie, Karwicach, Siecinie i Stawnie.
Stawieński dzwon ozdobiony jest ornamentem i staroniemieckim napisem: „Godt de Here shop mi, Joachim Karste ghodt mit 1579”[2], co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Pan Bóg stworzył mnie, Joachim Karstede odlał mnie w 1579”.
Z dzwonami związana była piękna i wyjątkowa tradycja kultywowana w Stawnie. Otóż w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem obywało się we wsi tak zwane Glockenbeiern, czyli „gra dzwonów”. Był to specyficzny sposób odgrywania melodii na dzwonach poprzez rytmiczne manualne uderzanie w ich płaszcze. Powstawała w ten sposób niezwykle poruszająca muzyka o unikatowym brzmieniu. Dzwonów nie wprowadzano w ruch, lecz przeciwnie- były one unieruchomione, a ich serca grający poruszał za pomocą linek, które ciągnął rękoma, nogami lub używając specjalnych drewnianych dźwigni. Serce dzwonu uderzało wtedy delikatnie w czaszę. Podobny efekt uzyskiwano uderzając w dzwon żelaznymi młotkami. W ten sposób powstawał prymitywny karylion, czyli zespół dzwonów. Tradycja gry na dzwonach była prawdziwą osobliwością i odróżniała Stawno od innych miejscowości na Pojezierzu Drawskim.
Słowo Baiern pochodzi od starofrancuskiego „baier”, co znaczyło „uderzać” lub „jazgotać”. Gra dzwonów znana była od XII wieku. Jej ojczyzną były Flandria i Niderlandy. Zwyczaj ten przyjął się później w Niemczech i innych częściach Europy, w tym sporadycznie w Polsce. Później gra dzwonów popadła w zapomnienie, a pewne odrodzenie przeżywa w czasach współczesnych. Np. w Niemczech do Glockenbeiern powróciło aż 250 gmin. Warto pójść ich śladem.
Prawdopodobnie mieszkańcy Stawna zaniechali tej tradycji w 1917 r., kiedy odebrano im drugi dzwon. Uważam, że dziś warto podjąć wysiłek i powrócić do wielowiekowej tradycji gry dzwonów, która mogłaby stać się wizytówką dzisiejszego Stawna. Żeby docenić i rozsmakować się w pięknym brzmieniu takiej gry, wystarczy wejść np. na poniższą stronę internetową: www.youtube.com/watch?v=ELnYpUQRWr8
Po zdobyciu Stawna przez wojsko polskie i przybyciu polskich osadników stawieńska świątynia zmieniła swój charakter. Według Kroniki Parafii Złocieniec 8 grudnia 1945 r. wikary z Drawska, ksiądz Aleksander Bartnik, wyświęcił dawny zbór ewangelicki w Stawnie na kościół katolicki pod wezwaniem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Zachował się też protokół z ustawienia w pobliżu kościoła drewnianego krzyża, który zawiera kilka interesujących szczegółów o ówczesnej wsi Stobno:
„Protokół z poświęcenia krzyża w Stobnie, gminy i parafii Złocieniec. Dnia 22 kwietnia 1946 r. ks. Władysław Motała, wikariusz, poświęcił krzyż sosnowy z pasyjką, wysokości około 6 m zbudowany kosztem gromady i położony obok kościoła, do którego dojeżdża się z nabożeństwami. Wieś liczy 60 rodzin i jest oddalona o 7 km od Złocińca […]”
W poszukiwaniu dalszych ciekawostek z przeszłości wejdziemy teraz do wnętrza stawieńskiego kościoła. Wyposażenie świątyni jest dość typowe dla wiejskich kościółków. Uwagę zwracają stare żyrandole, oryginalne rzędy ławek i obszerna empora, gdzie znajdują się dość pokaźne organy.

1946 r. krzyż i dzwonnica w Stawnie. Zdjęcie z Kroniki Parafii w Złocieńcu.

Wnętrze kościoła w Stawnie w 1946 r. Zdjęcie z Kroniki Parafii Złocieniec
Kiedy zwiedzałem kościół, trwały tam prace remontowe. Prowadzą je bardzo starannie mieszkańcy Stawna, którzy opowiedzieli mi, w jaki sposób zastąpili stary i wyblakły niemiecki napis nad ołtarzem jego odnowioną, polską wersją. Stary napis został przetłumaczony, a jego polską wersję starannie namalowano nad ołtarzem. Jest to cytat z Ewangelii Mateusza (rozdział 11, 28): „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię".

Wnętrze kościoła w Stawnie. Podłoga w części prezbiterialnej jest podniesiona o trzy stopnie.
Moją uwagę przykuła jednak inna osobliwość. Otóż do części ołtarzowej kościółka wchodzi się po trzech stopniach. Podniesienie podłogi w prezbiterium nie jest typowe dla kościołów w dawnej Nowej Marchii. Podobny osobliwy układ występuje wprawdzie w złocienieckim kościele, ale tylko dlatego, że Borkowie zbudowali tam kryptę pod ołtarzem. Czyżby i tu w Stawnie pod ołtarzem znajdowała się krypta? Podzieliłem się tym spostrzeżeniem z moimi rozmówcami, którzy zareagowali w ożywiony sposób, pokazując mi miejsce, gdzie mogło znajdować się dawne wejście do krypty. Podłoga w prezbiterium była wyłożona cegłami, poza prostokątnym zabetonowanym placem, przypominającym dawne wejście do krypty. W ten sposób dotarliśmy do kolejnej zagadki z przeszłości Stawna. Nasuwa się wiele pytań. Kiedy powstała ta krypta? Możliwe, że jest ona starsza od obecnej budowli świątyni i pamięta czasy drewnianego kościoła. Drugie pytanie dotyczy osób pochowanych w krypcie. Mogli to być na przykład przedstawiciele miejscowej rodziny szlacheckiej von Anklam, którzy przez setki lat sprawowali patronat nad stawieńskim kościołem. Patronom zwyczajowo przysługiwało prawo do pochówku w świątyni. W krypcie mogły być też chowane doczesne szczątki stawieńskich pastorów. Jak było naprawdę? Sprawa wymaga dalszych badań i może zaintryguje lokalnych detektywów historycznych.

Po lewej miechy organowe, po prawej pedały napędzające dmuchawę
Zanim zakończę gawędę o świątyni, zwrócę jeszcze uwagę czytelników na wspaniale zachowane, stare organy piszczałkowe w stawieńskim kościele. Instrument został ostatnio poddany gruntownej renowacji i funkcjonuje znakomicie. Znajdujące się na kościelnym strychu wielkie miechy napędzane są dziś silnikiem elektrycznym, ale stary mechanizm napędowy w postaci pedałów został zachowany. Warto obejrzeć organowy stół gry z klawiaturą i przełącznikami, na których można dostrzec oryginalne stylizowane napisy w języku niemieckim. Do części stołowej przymocowany jest wysuwany statyw na świeczkę, który znajdował zastosowanie w czasach, kiedy nie było elektrycznego oświetlenia.

Piszczałki stawieńskich organów
[1] O. Knoop, Volkssagen. Erzaehlungen und Schwaenke aus dem Kreise Dramburg, Koszalin 1926, s. 35
[2] K. Ruprecht, Der Landkreis Dramburg. Eine Dokumentation. Chronik fuer Heimatfreunde, 1976, s. 264.
 |