|
Regionalne pamiątki I wojny światowej
CZEŚĆ DRUGA
Fragmenty książek „Ostatnie stulecie Falkenburga” i „Pojezierze Drawskie zaklęte w starych widokówkach”
autorstwa J. Leszczełowskiego
Podczas drugiej części wędrówki śladami pamiątek z I wojny światowej udamy się do Złocieńca i Drawska Pomorskiego. Okazuje się, że takie ślady można znaleźć w zupełnie nieoczekiwanych miejscach, na przykład za obrazem w starym domu przy ulicy Brzozowej w Złocieńcu. Tkwił tam plakat dotyczący zapomnianych wydarzeń związanych z zakończeniem wojny, który odnalazła pani Joanna Barcicka-Bożek.
W niedzielę 12 czerwca 1921 w całych Niemczech odbędzie się potężna manifestacja na rzecz 115 niemieckich jeńców wojennych dogorywających jeszcze w niewoli francuskiej. Oni należą do najbiedniejszych ofiar wojny. Dlaczego ciągle jeszcze tak cierpią? Tylko dlatego, że odznaczali się wielką tęsknotą za Ojczyzną, chęcią powrotu do swoich ukochanych, w wyniku czego poważyli się przedsięwziąć ucieczkę lub przeciwstawiali się straszliwym francuskim szykanom. Czy wiecie o tym? Chcemy poinformować opinię publiczną o tym nieludzkim zachowaniu kulturalnego dwudziestowiecznego narodu. Pojawiajcie się masowo na organizowanej manifestacji w niedzielę 12 czerwca o piątej popołudniu na nowym placu przy „Strandluft” Vogesack. Związek Byłych Jeńców Wojennych Rzeszy Grupa regionalna Blumenthal i okolice Grupa regionalna Lelum-Burgdamm Grupa regionalna Vogesack i okolice
Plakat znaleziony przez panią Joannę Barcicką-Bożek.
Po zwolnieniu większości jeńców wojennych Francuzi postanowili ukarać 115 niepokornych przedłużeniem okresu niewoli. Jak widać, wywołało to wielkie oburzenie w Niemczech. Związek Byłych Jeńców organizował demonstracje. Skąd jednak w Złocieńcu znalazł się plakat wzywający do demonstracji w miejscowości odległej o kilkaset kilometrów? Podczas II wojny światowej w mieście przebywało wielu uchodźców z tych części Niemiec, które były intensywnie bombardowane przez aliantów. W pobliskim Budowie wybudowano dla nich nawet specjalne osiedle. Najprawdopodobniej to oni zostawili w miasteczku ten plakat, który stał się tym samym pamiątką wydarzeń I i II wojny światowej.
Złocieniec upamiętnił swoich poległych bohaterów, wznosząc na dawnym Rynku Gdańskim (Danziger Markt, dzisiaj Plac Trzeciego Maja) monumentalny pomnik, przedstawiający żołnierza z I wojny światowej ubranego w szynel, trzymającego u nogi karabin, a na głowie noszącego charakterystyczny niemiecki hełm wojskowy. W latach trzydziestych nowe władze próbowały przemianować Rynek Gdański na plac Pamięci Bohaterów (Heldengedenkplatz), ale ta nazwa się nie przyjęła. Pomnik został odsłonięty 4 września 1927 roku. Z uroczystości zachowało się zdjęcie, które zamieszczam poniżej.

Odsłonięcie pomnika poległych w I wojnie światowej.
Na postumencie umieszczono długie listy poległych złocienian. Historyk Paul von Niessen twierdzi, że poległo 188 mieszkańców miasteczka. Ich nazwiska widniały też na tablicy w kościele, ale ta nie dotrwała do dzisiejszych czasów.

Pomnik żołnierzy I wojny światowej.
Autorem monumentu był Otto Parath z Węgorzyna, który jest też twórcą innego złocienieckiego pomnika: zajączka - drogowskazu.

Po prawej: Otto Parath i burmistrz Hermann von Luebken z córką, po lewej: przewodniczący Związku Upiększania Miasta Karol Kuhlmey z dziećmi.
Na północ od miasta położony był Plac Grundeya, gdzie znajdowały się liczne obiekty sportowe, a złocienieckie związki kombatanckie i sportowe organizowały swoje święta plenerowe. Wzniesiono tam pomnik pioniera niemieckiego sportu Ludwika Fryderyka Jahna, który po 1918 roku wzbogacono o tablicę z listą dwudziestu ośmiu nazwisk złocienieckich sportowców poległych na wojnie. Resztki tego pomnika spoczywają do dziś w leśnych ostępach kilkaset metrów na północ od dawnej stacji kolejowej Grotniki.

Złocieniecki pomnik F. L. Jahna z tablicą upamiętniającą poległych sportowców.
Zwyczaj upamiętniania poległych sportowców na pomniku Jahna był chyba dość powszechny, gdyż to samo uczyniono w sąsiednim Drawsku Pomorskim, do którego teraz się przeniesiemy.
Zachowało się interesujące zdjęcie pomnika Jahna z 1914 roku (poniżej). Na fotografii widać rzemieślników, którzy pracowali przy wznoszeniu lub zasadniczej modernizacji pomnika w 1914 roku. Oprócz pamiątek związanych z okresem napoleońskim pomnik upamiętniał przede wszystkim aktywność założonego w 1861 roku w Drawsku Męskiego Związku Gimnastycznego. Nazwiska wybitnych członków tego związku wyryto na licznych kamieniach wmurowanych w postument pomnika. Monument powstawał prawdopodobnie etapami. Pierwsza jego wersja powstała 18 października 1913 roku. Wspomniane zdjęcie z sierpnia 1914 roku pokazuje pomnik po jego istotnej modernizacji, w dniu uroczystego odsłonięcia. Po zakończeniu I wojny światowej dodano kolejne kamienne tablice, upamiętniające poległych na frontach tej wojny drawskich sportowców. Główną płytę zwieńczono krzyżem maltańskim i wieńcem z dębowych liści, pod którym umieszczono cztery litery F (frisch, fromm, froelich, frei, co znaczy: świeży, pobożny, radosny, wolny), a poniżej umieszczono nazwiska 25 poległych i zdanie: „Przyrzekli żyć i umrzeć za świętą ojczyznę”.[vii] Osobny kamień upamiętniał trzech kolejnych poległych. Myślę, że były jeszcze inne tego typu kamienie, gdyż do dzisiaj zachował się głaz upamiętniający jednego poległych w 1915 roku. W siedemdziesiątą rocznicę istnienia związku odnowiono napisy z nazwiskami ponad 100 jego członków, powlekając je złotą farbą.

Drawski pomnik Jahna (1914 r.).
Po 1945 roku pomnik został zburzony, a jego liczne elementy - zawierające niezrozumiałe dla polskiej ludności napisy - walały się w podmokłym zagajniku obok boisk sportowych. Takie resztki odnajdziemy tam do dziś. W ostatnich latach zebrano kamienie z napisami i ustawiono je na parkowej polanie, gdzie rośnie wspaniały dąb - pomnik przyrody. Obok kamienia z wyrytą datą bitwy pod Lipskiem znajdziemy kilka głazów z nazwiskami drawskich sportowców oraz kamień upamiętniający sportowca poległego w I wojnie światowej. Na tym ostatnim widnieje żołnierski symbol - krzyż maltański, data urodzin i śmierci poległego sportowca - Franza Janckego. Na innym kamieniu odczytać można zdanie: „Herz und Hand dem Vaterland”(Serce i ręce dla Ojczyzny) – hasło niemieckich związków sportowych.

Okolicznościowa pocztówka przedstawiająca parkowy kamień Luizy i nawiązująca do bitwy pod Tannenbergiem
Powróćmy do Złocieńca, na terenie którego można odnaleźć jeszcze jeden pomnik żołnierzy poległych w I wojnie światowej. Ten niewielki obelisk wzniesiono przy obecnej ulicy Nadrzecznej (dawniej wieś Budów - Gut Bueddow). Napis na tablicy nie jest dzisiaj możliwy do odczytania w całości: 1914-1918 swoim poległym bohaterom wdzięczna Ojczyzna. Na obelisku widnieje trzynaście nazwisk poległych żołnierzy z miejscowości Budów. Listę otwierają dwaj członkowie rodziny von Griesheimów: Wolf i Witilo.
Z obszarem dzisiejszego Parku Chopina w Drawsku Pomorskim związana jest kolejna pamiątka I wojny światowej. Jest to okolicznościowa kartka pocztowa. Możemy na niej zobaczyć kamień Luizy, który ustawiony był niegdyś w parku. Karta wydana była prawdopodobnie z okazji efektownego zwycięstwa na armią rosyjską pod Tannenbergiem (Stębark). Większość miejsca na kartce zajmuje zdjęcie kamienia Luizy, otoczone wieńcem z liści dębowych. Po lewej stronie u góry umieszczono wizerunek generała Paula von Hindenburga, pogromcy armii rosyjskiej. Generalską podobiznę również otacza wieniec chwały spleciony z liści dębowych. Poniżej widnieje pomnik z alegoryczną postacią Germanii, która w prawej dłoni trzyma miecz, a w lewej - wysoko uniesioną koronę cesarską. Na postumencie pomnika znajdują się rzeźby skrzydlatych postaci. Jedna z nich to z pewnością bogini zwycięstwa Wiktoria. Dół karty zajmuje rysunek oddziału pruskiej piechoty, który zajął właśnie stanowiska ogniowe, czekając na natarcie przeciwnika. Nieco z lewej widnieją dwie flagi cesarstwa niemieckiego: czarno-biało-czerwona flaga narodowa i tak zwana flaga wojenna - z cesarskim orłem i czarnym krzyżem maltańskim. Obok spoczywają atrybuty wojny: werbel, bagnet, pika z proporczykiem, szabla i działo.
Karta została zaprojektowana w tonacji zwycięskiej euforii, jednak I wojna światowa przyniosła Niemcom klęskę. Około 500 mieszkańców Drawska znalazło śmierć na froncie, 368 drawskich wdów opłakiwało mężów, a 290 żołnierzy wróciło do miasta poważnie okaleczonych.

Pomnik drawskich żołnierzy poległych w I wojnie światowej, który stał kiedyś na cmentarzu. Betonowy pierścień z napisem „Naszym niezwyciężonym bohaterom” wspierał się na ośmiu kolumnach, na których wyryto nazwiska pięciuset poległych. W środku postawiono obelisk z cesarskim orłem i krzyżem maltańskim. Pomnik można było jeszcze podziwiać w końcu lat pięćdziesiątych, dziś nie po nim śladu. Zapomniany, niemal nienaruszony pomnik stał w pobliżu drawskiego cmentarza jeszcze na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Chroniły go położenie na obrzeżach miasta i bujna roślinność. Nie udało mi się ustalić czasu i przyczyny całkowitego demontażu tej historycznej pamiątki.
Poległym żołnierzom z drawska poświęcono pomnik
Pomnik przy ulicy Nadrzecznej.
Mieszkańcy miasta mieli szczęście, że w trudnym wojennym czasie obowiązki burmistrza pełnił Karol Brandt, człowiek wyjątkowo sprawny i odpowiedzialny. Pierwsze lata wojny nie były chyba w Złocieńcu mocno odczuwalne, gdyż w 1915 roku zrealizowano poważną inwestycję, jaką była budowa gmachu sądu. Korzystne kontrakty związane z tą budowlą i jej pełnym wyposażeniem podpisało kilkanaście miejscowych firm. Wkrótce jednak doszło do poważnego pogorszenia sytuacji, w wyniku czego zaniechano dwóch kolejnych inwestycji. Przerwane zostały bardzo zaawansowane prace na budową wodociągów, o które intensywnie zabiegał burmistrz. Pozyskiwanie świeżej wody stało się bowiem niezmiernie ważne po tym, jak fabryki włókiennicze zanieczyściły wody Wąsawy. Podobny los spotkał ambitny plan przywrócenia kościołowi jego pierwotnego, gotyckiego wyglądu. Odłożone na ten cel pieniądze padły potem ofiarą hiperinflacji.
Później było coraz trudniej. Od 1915 roku wprowadzono ograniczenia wynikające z zasad gospodarki wojennej, co dotknęło wiele obszarów życia miasta. W wyniku blokady morskiej zniknęły ze sklepów towary kolonialne. Zarządzanie gospodarką przeszło w ręce wojska i tak zwanego Kriegesamtu (urząd wojenny). Prywatni przedsiębiorcy zmuszeni byli wykonywać posłusznie zalecenia tego urzędu w zamian za przydziały reglamentowanych surowców i zamówienia wojskowe. Przedłużająca się wojna zaczęła wkrótce pożerać ostatnie rezerwy zasobów państwa. Wyraźną oznaką braku surowców była akcja oddawania dzwonów kościelnych na potrzeby wojenne. 7 lipca 1917 roku gmina ewangelicka w Złocieńcu oddała dwa dzwony z trzech, które posiadała. Poświęcono w ten sposób trzywiekowy dzwon, odlany przez wędrownego ludwisarza Franza Dubois. Drugi ofiarowany dzwon ufundowany był w XIX wieku przez ówczesnego właściciela zamku Bernharda von Mellenthina. Przekazywanie dzwonów przystrojonych w wieńce z liści dębowych miało bardzo uroczystą oprawę. Była to kolejna okazja do pielęgnowania i podsycania patriotycznych uczuć. Dopiero po pięciu latach zakupiono dla kościoła dwa nowe, stalowe dzwony. Jeden z nich został ufundowany przez Związek Cegielni Złocieniec Sp. z o. o., natomiast środki na odlanie drugiego znaleziono, wycinając drzewa na cmentarzu i sprzedając pozyskane w ten sposób drewno. Podobnie działo się w sąsiednich miejscowościach, o czym napiszę nieco więcej w następnym rozdziale.

Dzwony podczas uroczystości przekazania państwu. Po lewej: pozbawiony zdobień dzwon z XVII wieku, po prawej: dzwon ufundowany przez Bernharda von Mellenthina (1917 r.).

Liczenie poległych.
Inną formą wspierania walczącej ojczyzny była dobrowolna sprzedaż na rzecz państwa złotej biżuterii w celu zwiększenia potencjału wojskowego cesarstwa. Podczas późniejszego remontu jednego z budynków w rynku odnaleziono swego rodzaju „cegiełki”, którymi obdarzano obywateli dokonujących sprzedaży kosztowności. Taki dokument wystawiany był w latach 1914-1917 przez dyrekcję Banku Rzeszy. Na posiadanym przeze mnie egzemplarzu można odczytać, że właściciel „cegiełki” dostarczył za wynagrodzeniem biżuterię o wartości 18,7 marek w złocie, ażeby wzmocnić zasoby złota Banku Rzeszy, a poprzez to finansową siłę obronną naszej niemieckiej ojczyzny. Dokument został podpisany przez przedstawiciela Komisji Honorowej Punktu Zakupu Złota. Element ozdobny stanowił czarny krzyż maltański, na którym widniała cesarska korona, litera W (Wilhelm) oraz data 1914. Tekst okolony był stylizowaną ramką, którą tworzyły wieniec z liści dębowych i flaga Cesarstwa Niemieckiego.

„Cegiełka” za sprzedane państwu wyroby ze złota.
Po wojnie mieszkańcu Pojezierza Drawskiego bardzo boleśnie odczuwali utratę znacznych terytoriów. Z tego powodu powszechną niechęć wywoływało odrodzone państwo polskie. Nawet najświatlejsi obywatele, jak na przykład burmistrz Złocieńca Brandt, nie potrafili zdobyć się na obiektywną ocenę. Zapominając o rozbiorach Rzeczpospolitej, mówiono tylko o wydarciu, a nawet zagrabieniu wschodnich obszarów Rzeszy Niemieckiej. Nacjonalistyczne nastroje niezadowolenia z wersalskich rozstrzygnięć i chęć rewanżu były bardzo żywe.
Na skrzyżowaniu w pobliżu poczty ustawiono w Złocieńcu niewielki pomniczek, poświęcony utraconym obszarom. Na skromnym obelisku z białego kamienia umieszczono napis: Naer Oostland willn wy ryden. Jest to pierwszy wiersz pieśni z początku XII wieku, kiedy to niemiecki władca Adolf II po pokonaniu słowiańskich Wagrów wezwał swoich ziomków do osadnictwa we wschodniej Meklemburgii. Ruszył wtedy tłum osadników - Westfalów, Flamów, Fryzów, Holendrów i Niemców. W tym właśnie czasie powstała staroflamandzka pieśń Naer Oostland willen wy ryden (Chcemy ruszyć konno na Wschód). W późniejszych wiekach pieśń ta stała się symbolem niemieckiej obecności na Wschodzie, stanowiła też prawdopodobnie swoiste motto działań prowadzonych przez Zakon Krzyżacki. Umieszczenie w 1920 roku pierwszego zdania pieśni na pomniku poświęconym utraconym przez Niemcy wschodnim terytoriom miało złowrogi wydźwięk. Trudno interpretować inskrypcję inaczej niż jako mało zakamuflowaną groźbę skierowaną przeciwko Polsce i Litwie. Władze Falkenburga nie poprzestały na tym. To reprezentacyjne skrzyżowanie ulic w pobliży poczty otrzymało nazwę Konitzplatz, czyli plac Chojnicki. (Chojnice wraz z Pomorzem Gdańskim wróciły w 1918 roku do odrodzonej Polski.) Bezpośrednio po wojnie wiele niemieckich miast i miasteczek upamiętniało utracone terytoria nazwami swoich ulic. Tak też stało się w międzywojennym Falkenburgu. Na powstałym w latach dwudziestych osiedlu dla robotników, określanym dzisiaj nazwą Osiedle Pomorskie, wytyczono nowe ulice: Kraju Saary, Kraju Memel, Alzacką, Lotaryńską i Poznańską (dzisiaj odpowiednio: Leśna, Gdyńska, Mazowiecka, Pomorska i Poznańska). Jak widzimy, ich nazwy poświęcono terytoriom utraconym na rzecz Francji, Litwy i Polski.
Podobnie działo się w Drawsku Pomorskim. Na południe od dworca kolejowego i na wschód od ulicy Dworcowej powstało w 1924 roku osiedle domków mieszkalnych. Wytyczono tutaj ulice o wiele mówiących nazwach: Strasburska, Poznańska, Alzacka i Bydgoska. Jak widać, nazwy pochodziły od krain lub miast utraconych przez Cesarstwo Niemieckie w wyniku I wojny światowej. To nie przypadek, gdyż osiedle zostało wybudowane przez Stowarzyszenie Budowlane Ofiar Wojennych i Rodzin po Poległych Żołnierzach. Radzie nadzorczej stowarzyszenia przewodniczył sam landrat, doktor Ehlert, co niewątpliwie zapewniało wsparcie władz państwowych. Stowarzyszenie posiadało własny tartak, który zapewniał drewno na potrzeby budowlane. Powstało w ten sposób kilkadziesiąt domów z ogrodami, które przeznaczono wyłącznie na potrzeby osób dotkniętych skutkami wojny[viii]. 24 sierpnia 1931 roku po zakończeniu prac nad osiedlem dworcowym, uroczyście rozwiązano to budowlane stowarzyszenie[ix].
Pierwszy pomnik na ówczesnym placu Chojnickim.
W Złocieńcu do naszych czasów dotrwał pamiątkowy kamień, na którym widniał napis: Pamiętaj o cierpiącej Marchii Wschodniej. Wymaga to kilku słów wyjaśnienia. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, co oznaczało dla Niemców z początku lat dwudziestych XX wieku słowo Ostmark (Marchia Wschodnia). W Republice Weimarskiej pod tym określeniem rozumiano wschodnie terytoria Rzeszy Niemieckiej, w szczególności Wielkopolskę, Prusy Wschodnie i Gdańsk. W naszym wypadku chodzi zapewne o tę część Marchii, która została utracona na rzecz Polski. Prawdopodobnie napis na kamieniu miał przypominać młodzieży o utraconych terytoriach. Cierpienie Marchii Wschodniej wynikałoby, według intencji autorów inskrypcji, z faktu polskiego panowania nad tymi terytoriami. Nie był to więc napis przyjazny państwu polskiemu.
Kamień z napisem o Marchii Wschodniej nad brzegiem jeziora Rakowo.
[iii] M. Zybura, Niemcy w Polsce, Wrocław 2001, s. 146.
[iv] A. Czubiński, Powstanie Wielkopolskie 1918-1919, Poznań 2002, s. 301.
[v] M. Zybura, dz. cyt., str. 147.
[vii] Heimatkalender fuer den Kreis Dramburg, Dramburg 1932, s. 71-72.
[viii] Dr. Ehlert, Der Kreis Dramburg, Heimat Kalender fuer den Kreis Dramburg, 1929, s. 40-41.
[ix] H. Schoenrock, Dramburg 1931, Dramburger Kreisblatt 3/2002, s. 5.
 |