Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Kościół w Stawnie
Zaułki w Kallies
Rynek w Kaliszu Pomorskim
Wyzwolenie
Czaplinek. Pl. 3 Marca
Czaplinecki rynek I
Czaplinecki rynek cz. II
Złocieniecki rynek cz. I
Złocieniecki rynek cz. II
Drawski rynek
Legendy na notgeldach
Tropami złocienieckiej historii
Majówka 2010 - I część
Litografie Dunckera
Ikonografia Drahimia
Miedzioryty Meriana
Miedzioryty Petzolda
Trochę o notgeldach
Wielki Rak w Ińsku
Zapisane na pocztówce
Papierowe publikacje
Wyzwolenie

Wyzwolenie, czyli śmierć miasta

 Bogumił Kurylczyk
 
 
Przeglądając swoje archiwum, znalazłem kilka zdjęć lotniczych Kalisza Pomorskiego, wykonanych z motolotni 10 lat temu. Otrzymałem je od ówczesnego burmistrza, Andrzeja Bejnarowicza. Nie wiem, kto jest ich autorem. Jednak musiał on znać trochę historię naszego miasteczka, gdyż wykonał naloty na jego centrum z tego akurat kierunku, z jakiego wykonano lotnicze fotografie Kallies pod koniec lat 20. XX wieku.
Ta najbardziej znana przedstawia centrum miasteczka od strony Wałcza, czyli z kierunku wschodniego.
 
 

 
I. Było 350 domów
Dla lepszej orientacji, nakładam na tą panoramę z lotu ptaka, polskie nazwy ulic. Ktoś, kto zna tylko dzisiejszy widok Kalisza Pomorskiego, niewątpliwie mocno się zdziwi. Jest czym, bo centrum miasteczka było ciasno zabudowane. Między ulicami: Pocztową, Kilińskiego, Świerczewskiego i Rybacką (odpowiednio: Torstrasse, Schusterstrasse, Viktoriastrasse i Wittwenstrasse oraz Kasernenstrasse), stało około - skromnie licząc - 350 domów.
 


 
Liczba ta nie jest przesadzona, gdyż centrum miasteczka można podzielić na 15. kwartałów ulic i przyjąć, że w każdym było średnio po 20 domów oraz oficyn. Ale dodać trzeba jeszcze kamienice stojące po drugiej stronie ulic wyznaczających granice centrum. I stąd przyjmuję, że na fotografii jest ich w obrębie śródmieścia przynajmniej 350.
Przed II wojną Kallies liczył 4.016 mieszkańców, żyjących w 1.263 gospodarstwach domowych. A zajmowali oni przecież głównie kamienice w centrum miasta.
Ponadto, za nieczynnym dziś kinem "Kalina" (początkowo nosiło nazwę "Tracz", od robotnika obsługującego w tartaku piłę zwaną trakiem) - czyli od początku ul. Szczecińskiej, rozciągała się już miejscowość Kietz, obejmująca również tzw. Małą Stację i Dużą Stację, gdzie było łącznie 1.204 mieszkańców nie wliczanych do Kallies, lecz właśnie do Kietz.
Tu ciekawostka: funkcję wójta Kietz sprawował Arthur Weinke, restaurator, który prowadził swój wielki - jak na tamte czasy - lokal dokładnie w tym budynku, gdzie obecnie, przy ul. Dworcowej 6, mieści się Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury.
 
II. Zostało siedem gmachów
Zdjęcia przedwojenne oraz te wykonane z motolotni, dzieli około 70 lat oraz cała epoka. Ale najbardziej dzieli - to, co przedstawiają - jedno przełomowe wydarzenie: zajęcie Kallies przez Armię Czerwoną,  rankiem, 11 lutego 1945 roku.
Wtedy jeszcze miasto wyglądało prawie tak samo, jak na przedwojennych fotografiach. Kallies nie było bowiem uważane przez Niemców za miasto - twierdzę, tak jak Wałcz, Choszczno, czy Piła. Ich oddziały wojskowe stąd się po prostu wycofały. Obronę prowadzili głównie cywile, jak we wspomnieniach wojennych przyznają sami Rosjanie. Pisałem o tym, w zamieszczonym tu, innym tekście, zatytułowanym: "Jak zatopiona Atlantyda".
I uważałem temat za zakończony, dopóki nie wpadło mi w ręce to zdjęcie.

 
 
 
To zdjęcie przeraziło mnie wielością pustych miejsc w dawnej zabudowie miasta. Czyli skalą dokonanych w Kallies przez Rosjan zniszczeń. A wszystko w ciągu niespełna trzech tygodni, na które stanęła tu linia frontu (od 11 lutego do 1 marca 1945 roku).
Odżyło też, od dawna nurtujące mnie pytanie, dlaczego pozostawiono w mieście kilka ważnych gmachów, choć wokół nich zniszczono prawie wszystkie kamienice?
Z tym, iż teraz nasunęły się także odpowiedzi. Proste, więc wiarygodne.
Otóż w czas wojny i barbarzyństwa, po obu stronach frontu, nikt nie działał w sposób skomplikowany. Z nieprzyjaciół schwytanych w niewolę przeżywali tylko ci, którzy byli potrzebni. Z zajętych budynków natomiast ocalały tylko te, które zajęli dla swoich potrzeb zwycięzcy, albo w których nie było czego rabować.
Tak ocalała szkoła i jej sala gimnastyczna. W pierwszej umieścili Rosjanie szpital, w drugiej kostnicę. Zabitych, co stwierdzono po wojnie, zakopywano w ogrodzie restauracji Bellevue, jaka stała na obecnym boisku, gdzie licealiści grają w koszykówkę. Restauracja ta, jak wszystkie w centrum miasta, rzecz jasna nie miała prawa ocaleć.
Z powodów praktycznych nie zburzono również znajdującej się naprzeciwko szkoły - poczty (korzystano z niemieckich linii telefonicznych) oraz ratusza gdzie przeszukiwano pozostawione, niemieckie dokumenty. Studiował je zapewne podczas tych trzech tygodni zaprowadzania rosyjskich porządków,  dowódca odcinka frontu, który zajął na swą kwaterę pałac. I sporo papierów tych pozostawił, gdyż na odwrocie niemieckich druków prowadzili jeszcze długo potem urzędową korespondencję oraz wypisywali zaświadczenia przedstawiciele polskiej administracji. Były to choćby zaświadczenia o zameldowaniu przybywających do miasta osadników.
Dziś odbudowany pałac, przetrwał zagładę Kallies niemal nienaruszony. Zniszczyli go dopiero Polacy, pracownicy PGR-u. Podobnie zresztą jak ongiś przepiękny i zabytkowy pałac w Giżynie.
Rosjanie nie naruszyli także gmachu sądu. Nie naruszyli, bo po co? Sale rozpraw nadawały się na kwatery a budynek aresztu zajęli nowi więźniowie. Pewnie Ci, którzy nie usłuchali jakiegoś rozkazu komandira, bo raczej nie ci, którzy rabowali i niszczyli.
Tu kolejna ciekawostka: to więzienie, odkupione od gminy, przebudował jego nowy właściciel na dom jednorodzinny. I jak widać po firankach i kwiatach w już nie zakratowanych okienkach, żyje tam szczęśliwie.
Wracając do zdobywców Kallies, czyli tzw. wyzwolicieli. Gdzie zwykłym żołnierzom było najlepiej? Rzecz jasna w kościele. Mało, że posiadał własne ogrzewanie, to jeszcze drewniane ławy do spania. Dlatego nie zniszczono tej sakralnej budowli, podobnie jak plebanii, gdzie kwaterowali oficerowie.
Kościół miał dla Rosjan dodatkową zaletę: z jego wieży było widać pozycje Niemców, okopanych za jeziorem Młyńskim na wzgórzach zwanych oficjalnie przez nich samych - nomen omen - Russenberge.
 
 
III. Zostało 31 domów
Ocalałe z pożogi wojennej gmachy oraz domy mieszkalne oznaczyłem cyframi. Na czerwono - gmachy publiczne; na żółto - kamienice.
Ile tych kamienic w centrum zostało do dziś? Łatwo policzyć. Wyróżniłem 19 miejsc, ale w części stoi tam więcej, niż jeden dom. W sumie jest ich 31.
Dodajmy jeszcze, iż pozbywanie się ruin przebiegało w Kaliszu Pomorskim stopniowo. Zwalone ściany i kominy starczały w niebo długie lata. Pamiętam, że idąc do szkoły ul. Frontu Jedności Narodu (dziś Św.Wojciecha), prawie przez całą podstawówkę mijałem po obu stronach straszące pustką resztki domów, które dopiero do końca rozbierano.
 
 

 
Gmachy wyliczyłem powyżej. Tu podam ich porządek (cyfry czerwone), w jakim zostały oznakowane, dla mniej zorientowanych w topografii Kalisza Pomorskiego. 1- poczta; 2- sala gimnastyczna; 3- szkoła; 4- ratusz; 5- pałac; 6- sąd; 7- kościół; 8- plebania.
Teraz wyliczmy domy (cyfry żółte). Jakie to przerażające, że w mieście, za sprawą jego zdobywców, zostało tak niesamowicie mało domów...
1. Ul. Wolności 23 (Friedrichstrasse 356), duża kamienica naprzeciwko internatu (pierwsza za ratuszem). Za nią jest następna i willa weterynarza Marca Stempla (dziś też tu przyjmuje weterynarz), czyli razem trzy stare budynki. Ale ich nie wliczamy do centrum, gdyż leżą poza graniczną dla naszych ustaleń, ul. Pocztową
2. Ul. Rybacka 6 (Kasernenstrasse 78), samotny, parterowy domek przy skrzyżowaniu z ul. Pocztową (Torstrasse). Zajmował go robotnik Gustav Kerl.
3. Ul. Wolności 33 (Friedrichstrasse 3), piętrowa kamienica, pierwsza za parkiem (przylega do niego) w stronę kościoła. Jej właścicielem był emerytowany maszynista lokomotyw, Wilhelm Brandenburg.
4. Ul. Sikorskiego 3 (Junkerstrasse 101), róg z ul. Wolności (w stronę ul. Mickiewicza). Tu, w swoim zakładzie szewskim, wyrabiał buty Karl Uecker.
5. Ul. Wolności 32-33-34 (Friedrichstrasse 30-29-28), trzy kamienice za skrzyżowaniem z ul. Sikorskiego (w stronę kościoła). Jak widać w adresach, przed wojną ich kolejna liczba w tym akurat miejscu nie rosła, lecz malała. Wynikało to ze specyficznego sposobu numeracji domów (opisałem go w cytowanym już tekście o Atlantydzie, czyli Rynku w Kallies). Zatem, zaczynając od największej kamienicy narożnej, mieściła się w niej fabryka cygar, którą posiadał Otto Neuch. Obok, tam gdzie długo był sklep mięsny, a obecnie zmienił branżę na papierniczo-zabawkarską, funkcjonowała masarnia Hermanna Riedela. Wreszcie pod numerem 28 (dziś 34) wyrabiał sukno Fritz Marquard.
6. Ul. Sikorskiego 1 (Wilhelmstrasse 198), samotny, piętrowy domek przy parkingu (jest tam teraz zakład krawiecki). Zajmowała go wdowa Marie Bieck. Tą nieruchomość i następne (od nr 6 do nr 14) opisałem dokładniej w innym tekście, ale też zamieszczonym na tym portalu: "Zaułki w Kallies". Tam są również zdjęcia tych kamienic.
7. Ul. Kilińskiego 3-5-7 (Schusterstrasse 218-219-220), trzy parterowe domy obok wejścia do biblioteki. W pierwszym prowadził warsztat mechaniczny Friedrich Kraatz. Drugi należał do stróża Johanna Martena. Natomiast w trzecim mieszkała wdowa Marie Vogel.
8. Ul. Kilińskiego 11 (Mühlenstrasse 139), ładna, piętrowa kamienica przy moście nad Drawicą. To tutaj sprzedawał eleganckie pantofle, wyrabiane w swoim warsztacie, a potem fabryczce, Heinrich Zellmer.
9. Ul. Kilińskiego 6 (Schusterstrasse 214), samotny, piętrowy domek za skrzyżowaniem z ul. Kościuszki, w stronę jeziora Młyńskiego i ul. Krzywoustego. Przed wojną należał do rentierki Louise Groning.
10. Ul. Chrobrego 1-3 (Wilhelmstrasse 209-208), dwa domy parterowe na skrzyżowaniu z ul. Krzywoustego, w stronę pałacu.  Właścicielem pierwszego, narożnego, był listonosz Reinhard Häger. W drugim miał warsztat ciesielski Franz Richard.
11. Ul. Chrobrego 2-4-6-8-10 (Wilhelmstrasse 180-181-182-183-184), pięć domów obok siebie, między ul. Krzywoustego a Al. Piastów. Kolejno należały do: robotnika Hermanna Weilanda, krawca Otto Quasta, robotnika Paula Schwandta, furmana Wilhelma Schulza i rolnika Hermanna Quade.
12. Ul. Świerczewskiego 7 (Kurzestrasse 245), wysoki, piętrowy dom (jedyny z balkonem) na łuku, przed skrzyżowaniem z ul. Rybacką. Tu zapraszała panie do renomowanego salonu fryzjerskiego Anna Lilienthal, a w oficynie wyrabiał sukno Wilhelm Liefke. Ocalały także trzy poprzednie domy (Świerczewskiego1,3,5). Przed wojną, Kurzestrasse 242, 243, 244. Pierwszy zajmował kuśnierz Marc Oestreich (kolejny przedstawiciel, prowadzonego w tym miejscu od pokoleń, rodzinnego interesu) , dalej rolnik Hermann Scheel i następny (półkolisty) - emerytka Marie Manthen.
13. Ul. Rybacka 2 (Wittwenstrasse 251), jedyny dom po lewej, patrząc w stronę jeziora Młyńskiego. Ongiś należał do rybaka, ale przed samą wojną prowadziła tu mały pensjonat (wynajmowała pokoje) wdowa Marie Neumann.
14. Ul. Rybacka 1-3 (Wittwenstrasse 252-253), dwa, a właściwie trzy domy obok siebie, po prawej stronie, patrząc na jezioro Młyńskie. Pierwsza, piętrowa kamienica należała do wdowy Emmy Golm (żony znanego i zamożnego szewca). Obok funkcjonował warsztat stolarski Friedricha Steina oraz wytwórnia pantofli Augusta Polikowskiego, mająca oddzielny adres (Wittwenstrasse 254).
15. Ul. Św. Wojciecha 3 (Priesterstrasse 49), samotny dom parterowy, pierwszy po prawej, za skrzyżowaniem z ul. Świerczewskiego. Zaraz po wojnie, i długo potem,  mieścił się tu sklep rzeźniczy. Stylowy, wyłożony kafelkami; z fajansowymi hakami na wieprzowe półtusze. I nic dziwnego, bo przed wojną też była tu masarnia, należąca do Augusta Loose.
16. Ul. Rybacka 5 (Wittwenstrasse 325), samotny, parterowy dom, pierwszy po lewej, patrząc od ul. Świerczewskiego w stronę kościoła. Należał do szewca Paula Fiebinga. Potem prowadził tu zakład krawiecki pan Alfons Kowalewski. Znany z tego, że nikt lepiej od niego nie szył w mieście męskich garniturów i płaszczy.
17. Ul. Chrobrego (Charlottenstrasse 153), pierwsza kamienica za plebanią w stronę ul. Rybackiej. dawniej był to dom parafialny i na jego elewacji długo widniał (może do dziś?) betonowy krzyż. Na piętrze, jak pamiętam, mieszkał ksiądz wikary oraz organista z rodziną. Na parterze, w dawnej sali zgromadzeń rady parafialnej, miejscowy GS urządził sobie skład mebli. Może i słusznie, gdyż zanim ten budynek stał się własnością kościoła, należał do przedsiębiorcy Franza Lindemanna, również handlującego meblami.
18. Ul. Rybacka 9 (Wittwenstrasse 337), parterowy dom na wprost skrzyżowania ul. Rybackiej z ul. Kościuszki. Zajmowała go rodzina krawców męskich: Theodor i Fritz Kertz.
19. Ul. Rybacka 4 (Kasernenstrasse 108), piętrowy dom za targowiskiem (przy parkingu). Należał do wojennego inwalidy Eduarda Quade, który zajmował piętro, natomiast parter wynajmował na warsztat sukiennik Karl Liefke.
 
IV. Pięć pustych kwartałów
Rzućmy okiem po raz ostatni na lotnicze zdjęcie przedwojennego Kallies. Naniosłem na nie numery kwartałów ulic. Popatrzmy, w których coś ocalało, a w których nic, i są puste.
 
 

 
W kwartale I nie ocalał żaden budynek (szukamy i gmachów publicznych, i domów mieszkalnych). W kwartale II pozostał jedynie zakład rzeźniczy Augusta Loose. W kwartale III, jak mało gdzie, zachowały się aż cztery przylegające do siebie domy. Za to w kw. IV jest pusto.
W kw. V pozostały cztery domy, w VI - ani jednego. W VII dwa, w VIII - też dwa, w IX - cztery, w X - żaden i podobnie cztery w kw. XI. W kw. XII mamy jeden stary dom, w kw. XIII - ani jednego, a w kw. XIV znowu jeden.
Najwięcej budynków - aż pięć - jest w kw. XV. I na dodatek przylegają do niego jeszcze dwa domy (Rybacka 1 i 3).
Podsumujmy: w pięciu kwartałach starych budynków nie ma. W trzech jest po jednym. W dwóch po dwa, w jednym trzy, w czterech po cztery oraz w jednym - pięć kamienic.
Czy tak musiało być? Z pewnością nie, gdyby... Gdyby na przykład Kallies zdobywali, podobnie jak sąsiedni Mirosławiec (Märkisch Friedland), żołnierze nie rosyjscy, a polscy z I Armii WP.
Ale do naszego miasta los się tak nie uśmiechnął i dlatego Kalisz Pomorski jest  zupełnie niepodobny do Kallies. Wyzwolenie przyniosło mu zniszczenie. W centrum ocalał zaledwie co dziesiąty dom.
 
Bogumił Kurylczyk