Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Kościół w Stawnie
Zaułki w Kallies
Rynek w Kaliszu Pomorskim
Wyzwolenie
Czaplinek. Pl. 3 Marca
Czaplinecki rynek I
Czaplinecki rynek cz. II
Złocieniecki rynek cz. I
Złocieniecki rynek cz. II
Drawski rynek
Legendy na notgeldach
Tropami złocienieckiej historii
Majówka 2010 - I część
Litografie Dunckera
Ikonografia Drahimia
Miedzioryty Meriana
Miedzioryty Petzolda
Trochę o notgeldach
Wielki Rak w Ińsku
Zapisane na pocztówce
Papierowe publikacje
Złocieniecki rynek cz. II

[i]

CZEŚĆ II

Jarosław Leszczełowski

(Fragment książki „Ostatnie stulecie Falkenburga”)

 

 

Zabudowa wschodniej pierzei rynku jest bardzo zwarta, gdyż działki budowlane wytyczano w czasie, gdy miasto otoczone było murem obronnym i panowała w nim ciasnota. Stało tam początkowo dziesięć domów, ale najwyższy dom po tej stronie rynku wybudowano w 1909 roku na miejscu dwóch starych, należących do tego samego właściciela.

Pierwszy dom od lewej strony należał do krawca Draheima. Na parterze znajdowała się drukarnia gazety „Falkenburger Zeitung” („Gazeta Złocieniecka”), której wydawcą był niejaki Winkelmann. Ta gazeta różniła się znacznie od dzisiejszej prasy lokalnej, gdyż opisywała głównie wydarzenia w kraju i na świecie, natomiast lokalny charakter miały jedynie reklamy. Rudolf Engmann wspomina, że gazetka zasłynęła jedną ze swoich relacji z wojny burskiej w Afryce Południowej. Otóż według dziennikarza flota angielska została podziurawiona u wybrzeży Afryki miotaczem promieni. Artykuł wzbudził powszechną wesołość i politowanie[ii].

 


Wschodnia pierzeja rynku.

 

Na prawo od domu krawca stoi do dziś okazały dom Kocha, zbudowany w 1909 roku na miejscu dwóch mniejszych kamienic należących do zegarmistrza Johannesa Hoffmanna. Ten ostatni zmarł w dość tragicznych okolicznościach. Gdy w lutym 1897 roku udał się na pogrzeb swojego zmarłego przyjaciela, pogoda była fatalna, wskutek czego zegarmistrz zmarzł i zupełnie przemókł. Hoffman zachorował na zapalenie płuc i zmarł, pozostawiając wdowę, Hedwig Hoffmann, z dwójką małych dzieci. Aby zdobyć środki utrzymania, wdowa musiała prowadzić pozostawiony przez męża warsztat zegarmistrzowski. Zaczęła więc poszukiwania odpowiedniej osoby. Najlepszym kandydatem okazał się majster zegarmistrzowski i jubiler Karol Koch, który wkrótce udowodnił swoją sprawność i pracowitość, znakomicie prowadząc interesy. W 1899 roku wdowa poślubiła siedem lat młodszego Kocha[iii]. Małżeństwo zdecydowało się wybudować okazałą siedzibę w miejscu dwóch skromnych domków odziedziczonych po Johannesie Hoffmanie. Nowy budynek powstawał w dwóch etapach w dość oryginalny sposób. Najpierw zburzono pierwszy stary dom i wybudowano połowę wysokiego domu Kocha. Następnie mieszkańcy przeprowadzili się do nowej połówki i wtedy wyburzono drugi stary dom, na miejscu którego stanęła druga połówka nowej budowli[iv]. Fasada domu została ozdobiona licznymi ornamentami, co wyróżnia ją spośród innych rynkowych kamienic. Uwagę zwraca mansardowy dach i zegar, który wisi nad dawnym warsztatem.

Ciekawostkę stanowi fakt, że w okresie międzywojennym na dachach domu Kocha i Draheima lubiły przesiadywać bociany.

 

Dawne domy Kocha i Arndta – stan obecny. Fot. J. Leszczełowski.

 

Za domem zegarmistrza Kocha znajdowały się znacznie skromniejsze kamieniczki. Pierwsza należała do Luisa Arndta, właściciela sklepu tekstylnego. Po wojnie znajdowała się tam księgarnia, warsztat szewski, a dzisiaj punkt informacji turystycznej. W następnym domu działał zakład rymarski Teodora Doegego, który był aktywnym członkiem chóru i namiętnym strzelcem. Podobne zainteresowania miał właściciel następnego domu, krawiec Artur Baumann. Obaj panowie rywalizowali nieco ze sobą. Dalej na prawo małą mleczarnię prowadził niejaki Gonska. Po II wojnie światowej dawny dom Doegego był użytkowany w celach mieszkalnych. W domu krawca Baumana swój zakład fotograficzny prowadzi od wielu lat pan Zbigniew Czepe.


Domy wschodniej pierzei. Fot M. Leszczełowski

 

Dwupiętrowy dom za mleczarnią należał do żydowskiej rodziny Lewinów, która prowadziła salon ubraniowy i sprzedawała materiały tekstylne. Podczas I wojny światowej Ernst Lewin został ciężko ranny na froncie i stracił nogę. Jego patriotyczna postawa nie uchroniła ani jego, ani jego rodziny przed upokorzeniem: splądrowaniem domu i sklepu w czasie złocienieckiej „nocy kryształowej” w 1938 roku. Dalsze losy rodziny pozostają nieznane, ale można domyślać się najgorszego. W polskim Złocieńcu kamieniczka Lewina pełniła różne funkcje: najpierw była tam mleczarnia, później urocza cukiernia „Jagódka”, a dziś sklep rybny.

 

Kamieniczki wschodniej strony rynku w latach sześćdziesiątych.

Fot. Z. Frąckowiak.

 

Właścicielem kolejnego budynku był najpierw szewc Artur Goldstein, później dekarz Werner, a w końcu w domu tym swój zakład fotograficzny urządził Koepp. Nie przypadkiem więc po wojnie w tym budynku funkcjonował zakład fotograficzny „Foto Ars”. Później niewielkie bistro prowadził tam p. Podolan, a dziś to punkt sprzedaży Ery GSM.


 

Wschodnia i południowa pierzeja rynku. W środku dom Bohna.

 

Ciekawa historia wiąże się z najbardziej charakterystyczną kamienicą, która do dziś zamyka wschodnią stronę rynku. Początkowo w tym miejscu wznosił się jednopiętrowy, szpetny, stary budynek. Właściciel domu, niejaki Bohn, nie uzyskał zgody władz miejskich na jego rozbudowę. Urzędnicy stwierdzili, że narożny budynek nie posiada podwórza, więc nie ma warunków do prowadzenia prac budowlanych. Bohn postanowił podjąć walkę z biurokracją i uzyskać zgodę na modernizację zachodniej, a później południowej fasady. Kupiec kazał zburzyć stare ściany i wybudował nowe, solidne. Teraz przyszedł czas na uzyskanie zgody na przebudowę pozostałej części budynku, którą również uzyskał bez większych problemów. W ten sposób na miejscu starego stanął nowy, solidny dom. Bohn poprosił teraz o zgodę na dobudowanie drugiego piętra. I tym razem osiągnął swój cel, a piętro zwieńczył uroczą narożną wieżyczką.

 


Na tym zdjęciu dom Bohna nie ma jeszcze narożnej wieżyczki. Wóz zaprzężony w wozy wjechał na rynek w dzień targowy

 

Na południowej stronie rynku znajdziemy dziś tylko jeden stary budynek dawnej masarni, a większość przestrzeni zajmuje brzydki, klockowaty sklep spożywczy „Rarytas”. Stało się tak dlatego, że następnego dnia po zdobyciu miasta przez wojsko polskie w 1945 roku doszło do podpalenia czterech starych budynków. Do uprzątnięcia ruin wykorzystywano najpierw niemieckich mieszkańców miasta, później place porządkowane były przez młodzież szkolną z liceum handlowego. 

 


Południowa pierzeja rynku.

 

Pierwszy dom tej strony rynku należał do majstra rzeźniczego Maxa Schulza. Masarnia istniała w tym budynku aż do lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

      Na prawo stał sklep kolonialny Richarda Ebela, który był namiętnym myśliwym. Hobby zabierało mu dużo czasu, więc wyszukał do prowadzenia interesu zdolnego pomocnika w osobie młodego Ottona Abla, który pochodził z Mirosławca. Otto radził sobie znakomicie i w końcu starzejący się Ebel przekazał mu interes. Na szyldzie zmieniono jedynie jedną literę, gdyż nazwiska starego i nowego właściciela były niemal identyczne. Otto Abel cieszył się wielkim poważaniem wśród mieszkańców miasteczka, został nawet radnym miejskim. Na zapleczu sklepu właściciel prowadził małą knajpkę[v].

 


Młodzież z liceum handlowego podczas prac porządkowych na rynku.

Fot. Z. Czepe.

           

W trzecim budynku była początkowo piekarnia, którą właściciel Quade zmienił w restaurację.

            Kolejny dom często zmieniał właścicieli, którzy prowadzili tutaj sklepy. Jednym z nich był Żyd Isidor Jachmann, który wynajmował też skromniutkie mieszkania przy Pappenstrasse (Armii Polskiej) rodzinom robotniczym. W jednym z tych domków mieszkała z rodziną Katarzyna Kononowicz. Isidor uniknął prześladowań nazistowskich, gdyż odpowiednio wcześnie sprzedał swoje nieruchomości i wyjechał z całą rodziną za granicę.


  

Sklep Isidora Jachmanna i kawiarnia Wenzlowa, później Schulza.

 

Opisywaną stronę rynku zamykała ładna kawiarnia Wenzlowa, w której wieczorami odbywały się kameralne koncerty. Do 1945 roku kawiarnię prowadził Schulz.

Jak widać, na tej stronie rynku znajdowały się kawiarnie i małe knajpki, które zapraszały mieszkańców miasteczka do spotkań w niewielkim gronie i zasłużonego wypoczynku. W letnie dni wystawiano stoliki na wolnym powietrzu. Trochę brakuje tej atmosfery na dzisiejszym rynku Złocieńca.

      Na koniec opowieści o rynku koniecznie trzeba szerzej omówić ważne funkcje gospodarcze i kulturalne, jakie wypełniało to miejsce. To właśnie tu organizowano uroczystości państwowe i rocznicowe. Przyciągano wtedy armatę majora Bernharda von Mellenthina z zamku, na lawecie stawali mówcy. Świętowano w ten sposób setną rocznicę bitwy pod Lipskiem, rocznicę zwycięstwa pod Sedanem - tak zwany Sedanfeier - i inne patriotyczne uroczystości. W 1895 roku uroczyście odsłonięto pomnik Wilhelma I, który stał w centrum rynku do 1934 roku. Wtedy to w ramach robót publicznych wymieniono nawierzchnię, a pomnik przesunięto na plac w pobliżu poczty. Główne wydarzenia obchodów 600-lecia miasta zorganizowano również na rynku, ale o tym opowiem nieco później.


 

Obchody rocznicy bitwy pod Sedanem w rynku.

 

Inną formą świętowania były zabawy sylwestrowe na rynku, które były tak huczne, że w końcu burmistrz Karol Brandt, reagując na liczne skargi, zabronił tej formy obchodzenia Nowego Roku.

      Po II wojnie światowej rynek był w dalszym ciągu miejscem świętowania. Zachowały się liczne zdjęcia z obchodów pierwszomajowych. Rynek wypełniał się też tłumem podczas procesji w święto Bożego Ciała. W tym miejscu organizowano także różnorodne festyny, a nawet efektowne pokazy straży pożarnej.


 

Wystawa i festyn ludowy - rynek powojennego Złocieńca. Foto. Z. Czepe.



Dzień Strażaka w rynku (1967 r.). Zdjęcie udostępnione przez prezesa OSP w Złocieńcu K. Kabałę.

 

            Rynek odgrywał również ważną rolę gospodarczą w życiu lokalnej społeczności. W każdy wtorek i piątek odbywały się tutaj targi. Wzdłuż zachodniej ściany stragany ustawiali ogrodnicy ze Złocieńca i ze wszystkich okolicznych majątków ziemskich. Pojawiali się też ogrodnicy z Drawska i Kalisza. Po drugiej stronie rynku handlowano mięsem, wędlinami, rybami i jajami. W środkowej części policjanci pilnowali równego ustawienia chłopskich furmanek, z których sprzedawano prosięta. Handel trzodą chlewną przeniesiono później w okolice skrzyżowania dzisiejszych ulic Bydgoskiej i Piątego Marca, gdzie znajdował się plac nazywany Świńskim Targiem. Wcześniej w tym miejscu była karczma „Przy Świńskim Targu”[vi].

            Dwa razy w roku odbywały się w mieście jarmarki. Nie starczało miejsca na rynku, aby ustawić wszystkie stragany, wykorzystywano więc sąsiednie ulice. Szczególnie okazale wyglądał jesienny jarmark, który odbywał się 11 listopada, w dniu świętego Marcina. Tego dnia wieczorem w hotelu „Piwnica Ratuszowa” odbywał się wielki bal jarmarczny. Dzień wcześniej natomiast odbywał się targ bydła, który prowadzono początkowo na dziedzińcu szkoły przy ulicy Tokarskiej. Dzisiaj biegnie tam ulica o nieprzypadkowej nazwie - Targowa. Później przeniesiono handel bydłem na plac przed Domem Strzeleckim na ulicy Drawskiej.

Tradycja cotygodniowych targów miejskich była kontynuowana przez polską ludność po 1945 roku. Piątkowe i wtorkowe targi odbywały się na rynku, przy czym zbożem i trzodą chlewną handlowano początkowo na podwórzu dawnego folwarku zamkowego, a później na miejscu używanym również do tego celu przez Niemców: w pobliżu Domu Strzelca przy ulicy Drawskiej. Po latach zaprzestano organizacji targów na rynku, przenosząc je na plac przy ulicy Sikorskiego. Dziś rolę tę pełni targowisko nad Wąsawą.


 

Targ na rynku w latach trzydziestych.

 


Pomnik Wilhelma I zimową porą.

 
(c) Jarosław Leszczełowski



[i] Opisy przedwojennego rynku oparłem na książce pod redakcją R. Engmanna, Stadt Falkenburg, Ein Heimatbuch, Bad Segeberg 1963.

[ii] Tamże, s. 55.

[iii] F. Vallentiner, Aus dem Leben der Uhrmacher- Witwe Hedwig Koch und ihre Familie, w: „Dramburger Kreiblatt“ 1/2004, s. 11-12.   

[iv] R. Engmann, dz. cyt., s. 56.

[v] Tamże, s. 57.

[vi] Tamże, s. 62.